Leń?Przemęczenie,coś mnie bierze,zdrowie się łamie?O co chodzi.Wczoraj spałyśmy do,hm…po 10 jakoś,ale obie leniuchowałyśmy w łóżku dużo dłużej.Potem wypad na miasto,bez szaleństw,pare sklepów w jednym centrum,szybki obiad(równie szybkie przypomnienie o problemach z żołądkiem)i…padam.Wzięło mnie takie zmęczenie,że wpadlam w kosmiczną konsternacje ‚WDF?’.Zawsze jak czuję się taka zmęczona to w biegu myślę nie,to już ostatni alarm od organizmu,że potrzeba odpoczynku.Ale chwilę,przecież dzisiaj za dużo to się nie namęczyłam?Spałam sporo…oj,coś kłamiemy.Albo się rozkładamy?Dobrze,że sobie to tak analizuję…aspirynę łyknę i pod kołderkę wskoczę na film.Chociaż dzisiaj jest trochę do zrobienia.Jutro urodziny C.,w zeszłym roku nieźle nabroiłam przez to,że nie zaktualizowałam numeru i puresita myślała,że o niej zapomniałam.Choćbym chciała,to pewnie bym nie dała rady.Ona jest ostatnim skarbem,który mi został z dzieciństwa.
Wczoraj po piwie z nalewaka odbijało mi się niemiłosiernie spirytusem.Nasza diagnoza jest taka,że piwo jest rozrabiane nie tylko z wodą,ale i spirytem,żeby nie byo że sama woda, nie.Dzisiaj mój żołądek przez to ma focha,wszystkiego nie zje,a zachcianki swoje ma i tak oto jestem po zupce cebulowej.Mmmm…Polecam – tanie, dobre i szybkie studenckie danie:
Około 4 porcji:
 - 1l wody
 - kostka rosołowa(dla palaczy i innych ludzi z wysokimi wymaganiami co do przypraw można dodać jeszcze z pół kostki,acz nie polecam;))
 - większa cebula
 - serek topiony(ja wzięłam jeden trójkącik)
Zagotować wodę,wrzucić kostkę,ebulę pokroić na osiem kawałków i  dorzucić do rosołu.Gotować na wolnym ogniu(ja gotowałam nie całe 10 minut,spróbować,żeby zupka była lekko słodkawa od cebuli),a potem dodać serek żeby się roztopił.I redi.
Tak się zastanawiałam czy nie lepiej najpierw wrzucić cebulę do wody i podgotwać,a dopiero potem kostkę,żeby cebula wydzielała tylko swoje soki i nie przesiąkała od razu rosołem?Ale podana wersja też jest b.dobra.
No to co,hop siup,bo już się zmęczyłam.