martha blog

Twój nowy blog

przynajmniej moje. To druga,której sama mogłabym w sumie żałować, ale jakoś wypieram te z wachlarzu swoich uczuć. W sumie ‚mszczę’ się po raz trzeci za to samo – ludzie mają mnie w dupie i w ostatniej chwili potrafią odwołać wspólny plan…jeja,czy ja znowu nie przereagowuje? Dwie rzeczy, których nie toleruję: jak mnie ktoś olewa i wystawia.A tak łatwo o obie za jednym razem. Teraz ja będę miała wyjebane i zobaczysz! Za pierwszym razem Ona nie skumała chyba idei, z żalem wspominając wieczór gdy zostawiłam ją samą z jakimś figofago nieuadnym, za drugim razem zrozumiał,ale to ja teraz żałuję,bo po prostu straciłam okazję na miły wieczór,a teraz…ee tam nie chce mi się. Idę na rower.

i to częściej,niż tylko na gigakacu,gdy wskakuję ostatkiem sił na mamine kolana i wyznaję swoje grzechy.wystarczyło tylko zaufać i chodzę jak w zegarku.Sama nie myślę,czekam na polecenia,łapię za dłoń i jestem prowadzona,mogłabym w sumie zamknąć oczy,to by nic nie zmieniło.A zorientowałam się dopiero po miesiącu współpracy,gdy głośno powtórzył moje zobojętniałe zachowanie.Po prostu wcześniej to się nie zdarzyło.Zawsze sama,a tu klops.Śmiesznie.Ah,what’s more…nie chodzi o spawy czysto damsko męskieo dziwo.Po prostu mu ufam,bo wiem,że jest kompetentny.Może trochę za bardzo,ale jak na razie nie przejechałam się na tym.
Spoko,pilnuję się,nikomu nie można zaufać bezgranicznie.
We’ll see…
Miałam dzisiaj taką myśl,że może spróbować żyć od-tak-se.Nie myśleć o tym,co zjeść,na którą na trening i jak to zgrać z innymi
zajęciami.Nie,nie chcę.

i zastanawiam się,czy przypadkiem biegi przekładają się na życie.Jeżeli znam cel,to wolę szybko podbiec i go zdobyć,skoro mogę.Jak mam powoli truchtać do niego,to nie widzę sensu.Znamy cel,po co tracić czas?
Zakochałam się w czasówkach na panelu.Też od razu mnie naszło – zawsze tak lubisz,prawda?Lubisz czuć presję,wtedy szybciej zbierzesz się do kupy i masz większą motywację. Jednak uwielbiam też spacerować,mogę bez końca.W ciszy,rozmowie i przy muzyce.Obojętnie.To gdzieś jest sens?Tak.Bo jeżeli cel jest gdzieśtam daleko,a ja go jeszcze nie widzę,ale jest mi przyjemnie stawiając kolejne kroki,to mam ochotę iść,mam ochotę je stawiać i mieć możliwość zmiany celu,zbliżając się jednak do czegoś.Coś po drodze przecież będzie.

Już wiem,rozkminiłam zagadkę.Dlaczego przyciągam typ,którym nie jestem zainteresowana.Bo najlepiej się do niego nadaję.
Przyciągam porządnych,statecznych chłopców.Idealnych na mężów,gdzie monotonia i ustatkowanie są porządane.
Ale nie dziś przeze mnie.Chociaż sama byłabym idealną żoną – wierna,lubi gotować,zmotywuje do działania,a od czasu do czasu musi dostać dawkę szaleństwa,bo inaczej sflaczeje.
taka ja

Niesłychane.
Rośnie do momentu poczucia szaleństwa a ustaje jedynie po rozładowaniu.To fajne,szkoda tylko,że nie zawsze ktoś dzieli ten stan.

A,póki pamiętam,muszę sobie zapisać,notę na przyszłość,bo nie wiem,co się dzieje z ludźmi po narodzinach dziecka,czy po trzydziestce,w każdym razie następuje moment,gdy dziecko siada na mózg człowiekowi:
1)Jak płacze,nie znaczy,że umiera.
2)Słuchaj JAK płacze.
3)Słuchaj JAK mówi,a nie tylko CO mówi.
4)Z pewną dozą rozsądku śmiej się z każdego pierdnięcia.
5)Wychowuj,a nie wyHODUJ.
6)To,że jest to twój cały świat,nie znaczy,że jest to świat każdego.
Do 4. przydałaby się gwiazdka – niektórzy mają tak,że cokolwiek bob(nowe określenie dla maleństwa-wczoraj zasłyszane)zrobi następuje orgazm ze strony samicy – słyszałaś?zobacz co robi! Czy to kupa,czy to hamska odezwa do dziadka,ważne,że śmiesznie wyszło.To tez nawiązuje do 5. – może fajnie to teraz wygląda,ale jak pójdzie z Tobą do sklepu i pierdnie na środku,to już nie będzie tak fajnie.
Nie będę rozwijać apropos 6. historii w której musiałam wybrać się na roczek w środku klasy maturalnej,bo ‚będzie jej smutno,że cioci nie było na pierwszych urodzinkach’.
Ta,użyła sobie,to spada:)

Przy

Brak komentarzy

jaźń

Moja jaźń zawsze przy Tobie.Poprawne zdanie?

Od zawsze przyjaciel był na pierwszym miejscu.Długie lata to była tylko Ona i nikt inny.Ona,która zawsze dawała mi odczuć,że jak nie ja,to ktoś inny.Od dziecka,do dziś.

Na szczęście pojawili się inni,których pokochałam równie mocno równie blisko stanęłam.Jednak kolejne osoby zaczęły mi pokazywać,że nie jestem na pierwszym miejscu.Miłość?Ok,zrozumiem,że jestem za nią,ale nie zrozumiem,dopóki mi nie wytłumaczysz,jakim cudem mogę nie istnieć nagle.Być potrzebną w ostateczności.

‚Załatwisz?’

‚Pójdziesz,bo pytałam już wszystkich i nie mam z kim?’

Serio to usłyszałam,od najbliższych.

Mój przyjacielu,jesteś zawsze,gdy Cię potrzebuję,wspierasz,pomagasz,gdy sama sobie nie daję rady.Nie obrażasz się,rozumiesz,pytasz.Interesujesz się.

Pojawiłeś się ostatni,ale jesteś pierwszy.

w sumie już od prawie trzech miesięcy – notebook niemal w formacie
A5,który mogę trzymać na kolanach i wlewać w niego swoje myśli.I dopiero
teraz się za to zabieram.A myśli jak mrówek w ogrodzie.Trzeci tydzień
przesiedziany w domu,koszmar dla ciała i myśli,który prerywają planowane
w przeddzień wypady a to nad morze,do rodziny,do…kogoś.Uwielbiam
spędzać noc poza domem,jakkolwiek to brzmi.Uwielbiam sprawdzać inne
łóżka,j.w.Mam jeszcze okrutne ciśnienie na wypróbowanie nowego
śpiwora,jednak z tym jestem w stanie się wstrzymać do planowanego wypadu
w skały.Początek października,ekipa nie do końca znana,teoretycznie
jestem zdecydowana jechać.W praktyce jakoś ciężko mi idzie podjęcie
decyzji.
Dzisiejszy dzień spędzony w mieście pod
katedrą.Pięknym,klimatycznym.Cudownym.Zwiedzone wszerz,na następny raz
plan zwiedzenia innych zakamarków.W końcu jestem tu od zawsze,a tak na
prawdę dopiero poznaję to miejsce.
Trzy tygodnie spędzone ‚w pracy’,z ludźmi,ciągle coś nowego.Dni u boku
pani psycholog,która pozwoliła wejść mi we własny fartuch,w przenośni
i…dosłownie(nie miałam własnego;-))To mi się podoba,to lubię.Ale jest
jeszcze parę opcji do spróbowania,a przynajmniej jedna koniecznie –
psycholog śledczy.Profil mordercy,kiedy,jak,czym,czemu.

wstępnie zaplanowane – w czwartek jedziemy na woodstock.skład bardzo ryzykowny – ja + C. i jej znajomy,którego nie znam,ze znajomymi których obie nie znamy.ale namiot biorę swój,więc przynajmniej nocleg pewny.
we’ll see.
taka radość,że nie będę siedziała w domu,z domieszką podniecenia i niepewności.o,pojawiła się także nutka wkurwu,że wyjeżdżam na weekend,który i tak mogłam spędzić z rodziną na wyjeździe.no nic.
we’ll see anyway

kolejna

Brak komentarzy

po trzytygodniowych praktykach w psychiatryku analizować siebie.tzn.bardziej,a wydwało się,że się nie da.tyle objawów,pewno schizofrenia.chociaż na razie sobie wkręcam,że wyolbrzymiam,ale po walnięciu nie-swojego zacinającego się laptopa,to myślę,że jednak mnie chyba za mocno poniosło.
może coś się zmieniło.
lllllllubię to.o jak mi się tam podobało.
Chciałam na bierząco prowadzić dziennik moich praktyk,ale wiadomo,wiele rzeczy bym chciała.Anyway,dni niby podobne – rano obchód,aha jeszcze wcześniej wielka niechęć opuszczania ukochanego łóżka.Co ono ma w sobie takiego?Jak już wstanę,to luz,zbiorę się migiem,ale wstaaać…koszmar.A więc potem obchód,na którym zawsze była kupa śmiechu,gdy gromada personelu,liczebnie przewyższająca stan pacjentów na salach maszerowała po salach.Gdy Pan Wiesio po Relanium wpierwej chrapał na boczku,jak nieczuły na robione przez nas hałasy kocur,a w końcu obudzony siada i ledwo sklejając zdania wytacza z siebie zebraną w kąciku ślinę.Jak dziadziuś zagubiony,spotkany nie na swojej sali,zapytany przez Panią Gosię ‚dziadziuś,a dobrze się czuje?’ odpowiada ‚ta ta….’ i zaczyna znowu w dłoniach zwijać coś,czego nikt prócz niego nie widział.Wspomne również o warczącej na mnie Ani,szatan nie kobieta:) spoglądającej spod swojej odciętej od garnka grzywki,uśmiechała sie tuż po usłyszeniu ‚Aniu,nie wolno wyzywać innych i przeklinać’.
Rozmowy z pacjetnami,wykonywanie testów.Byłam w środku,po całości.Poczułam ból rozmowy z alkoholikiem,który wciąż powtarza ‚od X lat nie piję!ale mój mąż,to co rusz…a to tu a to tam chowa alkohol i zadowolny,i jak ja mam sobie radzić?’i ni chu ja nie da ci się odezwać.Ale kipi wdzięcznością,dziękuje publicznie i chwali,że to mu pomogło.Co nie do końca prawdą jest.Ale walczy zawzięcie o wybielenie siebie,w oczach twoich.Rozmowa z panem,który biorąc przez 10 lat leki niespecjalnie otwiera usta mówiąc.Acz przesympatyczny na tyle,że nawet nierozumiejąc,uśmiecham się i o riplej proszę.
Wniosek z relacji personelu i obserwacji – lepszych dziesięciu schizofreników,niż jeden alkoholik.
Jak każdy się śmiechem żartem spodziewał,pojawił się i wątek damsko-męski z moim udziałem.Ale cel był czysto terapeutyczny.Osiągnięty doraźnie,a czy na dłuższy termin,to się okażę.
Żałuję w każdym razie,że zostawiłam sprawę na tym etapie,bo boję się,że to nic nie pomogło,a czuję,że mogło.
Łotewww… 

Leń?Przemęczenie,coś mnie bierze,zdrowie się łamie?O co chodzi.Wczoraj spałyśmy do,hm…po 10 jakoś,ale obie leniuchowałyśmy w łóżku dużo dłużej.Potem wypad na miasto,bez szaleństw,pare sklepów w jednym centrum,szybki obiad(równie szybkie przypomnienie o problemach z żołądkiem)i…padam.Wzięło mnie takie zmęczenie,że wpadlam w kosmiczną konsternacje ‚WDF?’.Zawsze jak czuję się taka zmęczona to w biegu myślę nie,to już ostatni alarm od organizmu,że potrzeba odpoczynku.Ale chwilę,przecież dzisiaj za dużo to się nie namęczyłam?Spałam sporo…oj,coś kłamiemy.Albo się rozkładamy?Dobrze,że sobie to tak analizuję…aspirynę łyknę i pod kołderkę wskoczę na film.Chociaż dzisiaj jest trochę do zrobienia.Jutro urodziny C.,w zeszłym roku nieźle nabroiłam przez to,że nie zaktualizowałam numeru i puresita myślała,że o niej zapomniałam.Choćbym chciała,to pewnie bym nie dała rady.Ona jest ostatnim skarbem,który mi został z dzieciństwa.
Wczoraj po piwie z nalewaka odbijało mi się niemiłosiernie spirytusem.Nasza diagnoza jest taka,że piwo jest rozrabiane nie tylko z wodą,ale i spirytem,żeby nie byo że sama woda, nie.Dzisiaj mój żołądek przez to ma focha,wszystkiego nie zje,a zachcianki swoje ma i tak oto jestem po zupce cebulowej.Mmmm…Polecam – tanie, dobre i szybkie studenckie danie:
Około 4 porcji:
 - 1l wody
 - kostka rosołowa(dla palaczy i innych ludzi z wysokimi wymaganiami co do przypraw można dodać jeszcze z pół kostki,acz nie polecam;))
 - większa cebula
 - serek topiony(ja wzięłam jeden trójkącik)
Zagotować wodę,wrzucić kostkę,ebulę pokroić na osiem kawałków i  dorzucić do rosołu.Gotować na wolnym ogniu(ja gotowałam nie całe 10 minut,spróbować,żeby zupka była lekko słodkawa od cebuli),a potem dodać serek żeby się roztopił.I redi.
Tak się zastanawiałam czy nie lepiej najpierw wrzucić cebulę do wody i podgotwać,a dopiero potem kostkę,żeby cebula wydzielała tylko swoje soki i nie przesiąkała od razu rosołem?Ale podana wersja też jest b.dobra.
No to co,hop siup,bo już się zmęczyłam.

gniję. Gdy nie jestem z nikim umówiona i siedzę sama w domu. Nie wstanę. Dzisiaj z łóżka zerwałam się ok 14,gdy Marek z gosposią przyszli montować mi próg. Pomyślałam,że po tym jakże niemałym zrywie czas zacząć dzień. Nic jednak ze swoich HTDeków(hef-tu-du)nie zrobiłam.Upichciłam jakiś obiad w postaci rosołu z nóżek,jednej przypieczonej później w słodko-słonym sosie w piekarniku i białym,rozgotowanym ryżu. Warzywek brak,na pomidora nie było ochoty,a innych warzyw w zasięgu.
Drugi dzień przesiedziałam w domu,na tyłku.Tylko ze względu na to,że zobowiązałam się tu przyjechać z…przyjaciółką(?),kurcze,wątpliwości mnie obeszły.Może nie wątpliwości,bo bardzo chcę w to wierzyć,ale nie jestem do końca pewna,czy tak chcę być traktowana.Na szczęście mam większe problemy.
Wczoraj płakałam,wiedziałam,że dzisiaj dla mnie będzie to dość nierealne,ale płakałam jak bóbr.Najpierw,bo poczułam,że chcę,potem szukałam powodu – że siedzę sama(nagle to był problem?),że znowu zrobiłam coś wbrew sobie,a i tak przecież nikt mi za to nie podziękuje,ba,nawet na minusie wyszłam.Potem ryczałam przy filmie – Time for dancing. O matko,życie jest okrótne,film oparty na faktach. Człowiek cały się poświęci pasji,a tu grom z…dupy.I wszystko pęka.
A nie!Dzisiaj poszłam do sklepu,bo naszedł mnie pomysł(potem się okazało,że żadnej ochoty na to nie było)na loda!i Cipsy.I mam i lody i cipsy.I ochotę na żadną z tych rzeczy.W ogóle na nic chyba,co pomyślę o żarciu,to mnie mdli mimo pustego żołądka.
Idę kisiel zrobić,z krefura,jakiś kupiłam ten ich.Ostatnio jestem maniaczką kiśli.Zobaczymy,porównamy.


  • RSS