…jestem panią z dziekanatu” :D
Jedynie z szacunku i wdzięczności do pani Ani S.,która jako jedyny
człowiek na świecie wyciąga jednak rękę po podania w środy i przyjmuje
po 13 chociaż dla studentów jest od 10 :D nie dołączę do grupy.
Różne rzeczy dzieją się na uniwersytetach, ale okazuje się, że można
wyciągnąć jedną stała – absurd. Wszechobecny na każdej polskiej uczelni,
z nadmiarem i słatym przyrostem na UG. Upewnił mnie o tym blog
http://www.uganda-embe.blogspot.com/ i jednocześnie zainspirował do
podzielenia się moją historią. Każda niby o tym samym, ale jednak
unikalna w swoim przebiegu!
Otóż w listopadzie z okazji przebywania na Erasmusie (wydawałoby się,że
wszyscy)studenci naszej uczelni otrzymali informację odnośnie
ewentualnego przedłużenia pobytu. Przeleciałam wzrokiem po pliku,
ponieważ nie byłam zainteresowana. W grudniu jednak sprawdziłam datę, do
kiedy można podjąć decyzję na temat kolejnego semestru. I oto objawił
się komunikat,że mam jeszcze mnóstwo czasu i do końca stycznia mogę się
zastanawiać! Pryeczytałam więc DOKŁADNIE regulamin i jako że mogłam, to
podążyłam za nastawieniem ¿por qué no?. A więc pierwszy krok mejl do
koordynatorki, z okazji, że namieszałam wolałam się upewnić, czy w mojej
sytuacji w ogóle mogę o takim zaszczycie pomyśleć. Główny wymóg to
zgoda promotora. No to piszemy do promotora. Wielkie zaskoczenie, że
ciągle nie moge poznać mrocznej strony profesora o którym mówi już na
pewno cały kraj a może i świat. Zdaje mu się to być obojętne, za każdym
razem odpowiada, że nie wie co jego zdanie ma tu do rzeczy. W kolejnym
mejlu tylko się upewniłam, że otrzymam jego zgodę na papierze(przeciez
nikt mi na słowo nie uwierzy) i po życzeniu mi powodzenia sprawa z
promotorem zdawała się być zamknięta.
Chuja tam, przepraszam, wymsknęło mi się.
Tu otrzymałam instrukcję jakie kroki uczynić, żeby móc zostać. Tutor –
biuro wymiany – koniec.Więc w przyszłym tyg. idę się zobaczyć z tutorem w
celu dopełnienia formalności. No ale dobrze, tu się zgodzą, tam może
się zgodza, ale na pewno będą chcieli potwierdzenia. Więc piszę do biura
wymiany, jak ma wyglądać zgoda ze strony uczelni goszczącej. I tu
zaczynają się schody..albo raczej przypomina to wchodzenie po
ślizgawce,oblodzonej w dodatku.Zgoda ma być pisemna, o treści
dopasowanej do indywidualnej sytuacji studenta,ALE! „Przypominam jednocześnie, ze zgodnie z ustaleniem
podjętym przez koordynatorów w listopadzie 2011, w tym roku nie ma
możliwości przedłużania pobytu studentom realizującym wymianę
ERASMUSA na ostatnim roku studiów.
„.Słucham? Halo?
Po kolejnym mejlu okazało się, że ja Marta Joanna, studentka V roku
jednolitych studiów magisterskich między wierszami także jestem gdzieś
zaliczana do podpunktu pierwszego tj.”Zgodnie z postanowieniem podjętym 04 listopada 2011 na spotkaniu
Koordynatorów Wydziałowych/Instytutowych ERASMUSA oraz Dziekanów
wydziałów UG z możliwości przedłużenia pobytu na kolejny semestr nie
mogą skorzystać studenci III roku studiów pierwszego stopnia i II roku
studiów magisterskich
„.
Żeby nie było niejasności pani dodała iż postanowienie to obejmuje Absolutnie
wszystkich studentów, którzy będa się w tym roku musieli bronić. Aha, o
to chodzi. No ale wrzesień tez po coś wymyślono? Więc akcja
orientacyjna(w międzyczasie setny mejl do biednej pani
koordynatorki,której moje nazwisko zapewne będzie się śniło po nocach)co
z tym wrześniem. Informacja z dziekanatu – osoby z Erasmusa mogą bronić
się we wrześniu w wyjątkowych okolicznościach(tj.np. z powodu
nieotrzymania wszystkich dokumentów na czas).No to spoko,nie? A więc
kolejny mejl do koordynatorki, skoro jestem sobie Erasmusik, to piszę
takie podanko, że ja tu zostaję i bronię się we wrześniu. I email z
poniedziałku, którego treść w skrócie dotyczyła tego,że pani koordynator
właśnie wróciła ze spotkania,na którym właśnie ustalono,że właśnie w
tym roku wszystkie prace magisterskie mają być złożone…do 24
czerwca.Dodatkowo potrzebuję zgody nie tylko na wyjazd(która za
pierwszym razem wystarczyła) ale na REALIZACJĘ magisterki na
wyjeździe.Więc kolejnym było stwierdzenie pani koordynator,że w tej
sytuacji jest raczej niemożliwa zgoda dziekan,abym wyjazd przedłużyła.
Więc mój pobyt w lutym jest tu niepewny. Więc…jak to rozplanować,
przyjazd mamy odłożony, więc zabieram się stąd sama, co jest niemożliwe,
ale to najmniejszy problem.Skoro mogę nie wrócić, to musze wszystko
zaliczyć teraz – ostatni egzamin 23 stycznia.Więc wracam
później…pierwszy znośny cenowo lot – 26.01…więc do dziekan mogę
iść….ufff…31,więc jak wróżka obsypie mnie magicznym pyłkiem i
zastanę dziekan i dostanę zgodę,to zdążę tego samego, ostatniego z
możliwych, dnia donieść świstek do biura wymiany.
Zatoki mnie od tej historii rozbolały.
Albercik!!!!!!!!!!Wychodzimy!