czy na prawde sytuacje tutaj są takie komiczne czy ja po prostu
nieadekwatnie reaguję.Nie wiem czy jest sens przytaczać sytuację z
kebabem…znaczy jednym z Ahmedów,z którym mam j.hiszpański,bo kluczowym
chyba było widzieć jak nie mogłam zapanować nad śmiechem i w żadnym
języku przeprosić la profesory.Anyway tak w skrócie za zadanie mieliśmy
narysować swoje drzewo genealogiczne.Potem Sonia zbierała kartki i każdy
losował jedna z nich żeby  świeżo wkutymi słowami opisać jak ma na imię
czyj padre,jakie hijos ma tio kogośtam i z kim casada jest twoja
abuela.W ramach niejaności można pytać autora drzewka.No i tak zostałam
poproszona przez Ahmeda i zapytana czy moja mama to Janina czy
Zdzisław…dwa razy powtórzyłam,że Zdzisiu to mój ojciec,bo kolega
przekonany był,że to jednak imię żeńskie.Podzieliłam się swoją radością z
Polkami i kolejne 5 minut trzęsłam się na krześle powstrzymując śmiech.
Może odreagowuję tydzień bez śmiechu? Dzisiaj usłyszałam kolejny żart
związany z językowymi faux-pas i różnicami kulturowymi.Nie wiem
dokładnie od czego się zaczęło,ale Magda nawiązała z kolegą Italiano
rozmowe nt.pewnego zwierzaczka,któregop posiada.Z jego wypowiedzi i
gestów wydedukowała,że przywiózł ze sobą sierściucha,chomika.Podczas
dalszego opisu stwierdziła jednak,że Italiano ma pasjonujące hobby i tak
na prawdę opiekuje się motylem!Dopiero gdy podczas dalszego opisu
zaczął gryźć koszulkę zorientowała się,że chodzi mu o mole,które ma w
szafie…
Jem,jem i…jem.W takich fazach zawsze sobie obiecywałam,że
na dniach ruszę z ostrym treningiem.Tylko,że tu nie mam pewności,że się
na niego załapię,a samodzielnie jakoś ciężko z motywacją.Nie to,że mi
tu jakoś specjalnie smakuje żarcie,bo wszystko wydaje się
przetworzone,jedynie mam jakąś większą pewność,że rośliny z warzywniaka
są świeże.Aha,miałam pisać,żeby zdawać relacje z życia w Hiszpanii,a nie
się rozdrabniać nad przemyśleniami.A więc z faktów – nie jest
drogo,zdaje mi się na ten moment,że jest porównywalnie jak w PL,chociaz
ciężko to przełożyć,bo ani nie przeliczę na złotówki ani ‚nie myślę’ w
euro,bo jak na razie wydawałam zamienione złotówki,co bardzo boli
widzieć jak 1000zl zamienia się na zaledwie 230 euro…Nt.wydatków
postaram się wypowiedzieć za miesiąc,mam nadzieję,że się trochę
ogarnę.Codziennie odwiedzam ‚Consum’a’ albo ‚Mercadonę’,takie tam
espańskie Biedronki/Lidle,ale z mniejszą różnorodnością produktów,tak mi
się wydaje.
Aaaaaaaa…uniwerek.Nie dokończyłam swojej matrykulacji,bo nie rozumiem
poleceń w formularzu :-P czekam aż współlokatorka będzie wolna i pomoże
mi uzupełnić.Na razie uczę się jedynie języka na kursie,ale ludzie na
około rzeczywiście zdają się być pomocni tak jak i kadra.Jak niektórzy
wiedzą nawet na facebooku dostaję bezpośrednie przypomnienie o
matrykulacji online,której nie mogę zrobić na Universitat Jaume I(dalej
zwany:UJI).
No to ten,what’s more…powinnam powiedzieć que mas….?:D nie chce mi
się nic w sumie,pewnie z powodu braku ruchu,chciałam jeździć na UJI
rowerem,ale nieeeeeeeestety,jeżdżę ze współlokatorkami samochodem.
Nic się nie dzieje w sumie,grzeje,ja się pocę,a jutro test.No to do pracy.