na spokojnie.
Zastanawiam się,czy nie zacząć od końca.A spróbuję.
A
więc okazało się,że takie załamanie pogody(po około 12 dniach pobytu w
ES zjawiły się pierwsze chmury w ilości przed-burzowej zasłaniając
momentami całe niebo nie jest normalne o tej porze roku.O ironio.A skoro
o niej mowa,to dzięki zaufaniu i chęci pomocy seniority Margo w
ostatnim momencie udało mi się załapać na wycieczkę do Montenejos.
A więc na 10 zbiórka na
Plaza de Independencia,najlepiej z 10 minut przed i jedziemy.No to
hop,skoro to 5 minut drogi ode mnie spokojnie wyszłam 9:45.Przechodząc
do ironii,nie wiem po co,bo mogłam sobie to darować,w windzie
poprawiając torebkę podskoczyłam…zatrzymując tym samym windę.Pierwsza
myśl to polskie ‚oczywiście,że mi się to musiało przytrafić’:-P druga
która na szczęście przychodzi częsot i szybko – spokojnie,poczekamy
chwilę.Po 5 minutach przyciskania guzików i braku reakcji pani windy
zaczęłam alarmować dzwoneczkiem.Po niespełna 5minutach zjawił się senor
espanol i gdy tuż po jego wypowiedzi uświadomiłam mu,że może mi równie
dobrze nawrzucać,bo go nie rozumiem zakończył ‚uno momento’,a więc
‚gracias’ i czekałam.Po kolejnej,zdaje się dłuższej chwili,zjawił się i
uratował z potrzasku.Wyszłam dziękując mu w trzech językach,przyznając
się tym samym do swojego,i spokojnie zdążyłam na zbiórkę.I oto właśnie
pojawiły się piękne chmury,które trochę podburzyły moje wyobrażenia tej
wycieczki,bo miałam okazję pooglądać fotorelacje z ubiegłych lat.Ale to
Hiszpania,gdzie słońce się chowa trochę na zimę,żeby nam w PL śniegu nie
roztopić.I ta myślą je rozwialiśmy.Wyjazd jak najbardziej
udany.Spędzony z Polskim team’em:) który przywrócił moją homeostazę
radości z życia.Nie,chronologicznie nie potrafię.Więc będe nawiązywać na
bieżąco.A więc Polaków wyczekiwałam jak dzieci Św.Mikołaja.A gdy się
zjawili to bez żadnego ale zaczęliśmy spędzać razem niemal cały wolny
czas.Nie służy to naszej praktyce języków obcych,ale trudno się oprzeć
spotkaniu w takim składzie,wiedząc,że NA PEWNO,ktoś będzie bliski
płaczu.Ze śmiechu oczywiście.Ciężko jednak to wszystko przełożyć na
jakikolwiek inny język(np.jeb,raszpla,gąsior?).Umawiając się z Magdą
przez telefon serce mi rosło słysząc j.pl. Ah ah.Wszystko to dlatego,że
mialam zaszczyt,doceniam,na prawdę,spędzić cały pierwszy tydzień w
towarzystwie native’ów.Z grona kilkudziesięciu kilka osób nawiąząło ze
mną dialog,a kilka potrafiło nie rozumieć ‚can I?’.Było ciężko.Słysząc
od Eli,współlokatorki,również pełnej krwi Hiszpanki,że ten tydzień był
jej najgorszym z powodu natłoku spraw,w którym z resztą miałam okazję
uczestniczyć,więc rozumiem,poczułam jeszcze większą więź między nami.Bo
na prawdę nie przypominam sobie w całym swoim
przedł(uuuuuuuuuuu…:D)ugim,bajkowym życiu tak ciągnącego się
dramatu,zakończonego z resztą załamaniem i wybuchem rozładowującym
emocje.Tydzień wyglądał mniej-więcej w ten sposób,że wstawałam i byłam w
pełni uzależniona od Eli,ponieważ jedyne co wiedziałam…to w sumie
nic.Nie znałam miasta,nie miałam internetu,ani numeru do jakiejkolwiek
osoby będącej na miejscu.Oprócz Eli ofc.Tak więc czy mam coś na koncie
mogłam się dowiedzieć w bankomacie cierpliwie,powiedzmy,czekając na
pieniądze z UG.Których wciąz nie mam,co to by było bez mamusi…
W ostatniej chwili dowiedziałam się o wspólnym wyjściu z resztą
Erasmusów,więc udało mi się spędzić z nimi jeden wieczór,z resztą
przyjemny,oczywiście przy Sangrii i jedzeniu.Dodatkową radością było dla
mnie spotykanie Estonek które już znałam, na uniwersytecie,który
musiałam odwiedzać dosyć często,żeby wiedzieć cokolwiek i żeby
skorzystać z internetu.Resztę dnia czekałam na Eli,której jestem
przeogromnie wdzięczna za planowanie mojego wolnego czasu.Dzięki niej
dużo zobaczyłam i nie umarłam z nudy i załamania.
A,warto wspomnieć o organizacji Iplus,która też zajmuje się planowaniem
czasu Erasmusów.Codzień,jak się później dowiedziałam,wszyscy spotykali
się na plaży,a wieczorem ruszali do różnych pabów.Się dowiedziawszy się
dołączyłam.Ah ile zabawy z wodą,piaskiem i piłka;)
W składzie i nieładzie i jednak na szybko to na razie na tyle.Oprócz spotkania ‚u Polaków’
właśnie zostałam zaproszona na wyjście z Eli,jej przyjacielem
Ramonem,którego miałam okazję już poznac i jego współlokatorką-Polką.Z
reszta,jak się okazuje,to na oko co piąta osoba tutaj ma polskie
korzenie.
¡Hasta luego!