w sumie już od prawie trzech miesięcy – notebook niemal w formacie
A5,który mogę trzymać na kolanach i wlewać w niego swoje myśli.I dopiero
teraz się za to zabieram.A myśli jak mrówek w ogrodzie.Trzeci tydzień
przesiedziany w domu,koszmar dla ciała i myśli,który prerywają planowane
w przeddzień wypady a to nad morze,do rodziny,do…kogoś.Uwielbiam
spędzać noc poza domem,jakkolwiek to brzmi.Uwielbiam sprawdzać inne
łóżka,j.w.Mam jeszcze okrutne ciśnienie na wypróbowanie nowego
śpiwora,jednak z tym jestem w stanie się wstrzymać do planowanego wypadu
w skały.Początek października,ekipa nie do końca znana,teoretycznie
jestem zdecydowana jechać.W praktyce jakoś ciężko mi idzie podjęcie
decyzji.
Dzisiejszy dzień spędzony w mieście pod
katedrą.Pięknym,klimatycznym.Cudownym.Zwiedzone wszerz,na następny raz
plan zwiedzenia innych zakamarków.W końcu jestem tu od zawsze,a tak na
prawdę dopiero poznaję to miejsce.
Trzy tygodnie spędzone ‚w pracy’,z ludźmi,ciągle coś nowego.Dni u boku
pani psycholog,która pozwoliła wejść mi we własny fartuch,w przenośni
i…dosłownie(nie miałam własnego;-))To mi się podoba,to lubię.Ale jest
jeszcze parę opcji do spróbowania,a przynajmniej jedna koniecznie –
psycholog śledczy.Profil mordercy,kiedy,jak,czym,czemu.