gniję. Gdy nie jestem z nikim umówiona i siedzę sama w domu. Nie wstanę. Dzisiaj z łóżka zerwałam się ok 14,gdy Marek z gosposią przyszli montować mi próg. Pomyślałam,że po tym jakże niemałym zrywie czas zacząć dzień. Nic jednak ze swoich HTDeków(hef-tu-du)nie zrobiłam.Upichciłam jakiś obiad w postaci rosołu z nóżek,jednej przypieczonej później w słodko-słonym sosie w piekarniku i białym,rozgotowanym ryżu. Warzywek brak,na pomidora nie było ochoty,a innych warzyw w zasięgu.
Drugi dzień przesiedziałam w domu,na tyłku.Tylko ze względu na to,że zobowiązałam się tu przyjechać z…przyjaciółką(?),kurcze,wątpliwości mnie obeszły.Może nie wątpliwości,bo bardzo chcę w to wierzyć,ale nie jestem do końca pewna,czy tak chcę być traktowana.Na szczęście mam większe problemy.
Wczoraj płakałam,wiedziałam,że dzisiaj dla mnie będzie to dość nierealne,ale płakałam jak bóbr.Najpierw,bo poczułam,że chcę,potem szukałam powodu – że siedzę sama(nagle to był problem?),że znowu zrobiłam coś wbrew sobie,a i tak przecież nikt mi za to nie podziękuje,ba,nawet na minusie wyszłam.Potem ryczałam przy filmie – Time for dancing. O matko,życie jest okrótne,film oparty na faktach. Człowiek cały się poświęci pasji,a tu grom z…dupy.I wszystko pęka.
A nie!Dzisiaj poszłam do sklepu,bo naszedł mnie pomysł(potem się okazało,że żadnej ochoty na to nie było)na loda!i Cipsy.I mam i lody i cipsy.I ochotę na żadną z tych rzeczy.W ogóle na nic chyba,co pomyślę o żarciu,to mnie mdli mimo pustego żołądka.
Idę kisiel zrobić,z krefura,jakiś kupiłam ten ich.Ostatnio jestem maniaczką kiśli.Zobaczymy,porównamy.