Że minął już miesiąc?łał.
Że w końcu czuję,jakbym była we właściwym miejscu,że na wykładach nie nachodzi mnie ochota na śpiewanie elektrycznych gitar,bo wiem dobrze,co ja tutaj robię.
nie jest idealnie.czuję,że siedzę na bombie.spełniają się marzenia,których nawet nie odwazyłabym się wypowiedzieć.nie moja wina,że tak mnie życie wychowało,że się nie obrucę,a mam już coś w rękach.oczywiście satysfakcja z tego marna.
nie był to plan,ale uniknę tego wszystkiego,o co się bałam.akademiki sporadycznie,posiłki regularnie,nauka przed snem,nie zamiast…narazie.
wielkie ciśnienie na rozrywkę zaspokojone,w nadmiarze,przesyt.swobody aż za nadto.dziwnie,nie?ale tak jest.jednak nie gaszę płomyczka nadzieji na zmianę.nie na kajdanki,ale na poczucie,że jednak ktoś jest,jak się budzę i gdy wracma o 3,albo wraca ze mną.
szansa na domek z paczką dobrych znajomych?nie wątpię.nie napalam się,życie potrafi zaskoczyć.zaskoczy.
wszystkich nas,was i ich można zamknąćw psychiatryku.nie kazćie udowadniać…
——–
Jak łątwo na mnie wpłynąć,prawda?I wie to nie tylko fizjoterapeuta,który wyczytał moją uczuciowość,szybki metabolizm i tkliwość w oczach,ale też ja i ty.wy.whatever.