to ciężka sprawa być egoistą,materialistą i leniem w jednym.naprawdę,cierpię będąc sobą.już w sumie zapomniałam,dlaczego nazywam siebie egoistką[przecież nawet pani psycholog wywnioskowała,że nadaję się do pracy wśród ludzi,pomagając im]…aha,już wiem czemu.bo mi tak wmawiają.mama i takie tam inne,najbliższe mi istoty.wydaje mi się,że mówią to pod wpływem emocji,jednak zdają się być o tym święcie przekonane.bo kogo obchodzi,jaki jesteś naprawdę,człowieku.
moje humory doprowadziły mnie do tego spotnia,że przyznaję – jestem nerwowa.a już najbardziej w momencie,gdy ktoś mi o tym mówi.przykro mi i dziękuję ludzią którzy ze mną przebywają że muszą to znosić.nołbadiz perfekt.zapewne nie przeproszę nigdy nikogo za to.bo nie zauważyłam,żeby ktoś czuł powinność przeprosin za swój charakter.
it’s not as easy as it seems to control myself
najgorsze jest to,co mi poprawia humor.zakupy.naprawdę.i nie mam nad tym żadnej kontroli,nie mam pojęcia kiedy czarne chmury znad mojej głowy znikają.materializm jest okrótny,fe.byłam od razu miła dla mamy.to takie smutne.
co będzie po wielkim nic?okaże się.
wczoraj zwiedziłyśmy pare miejsc na starym mieście.miejsc-jadłodajni rzecz jasna.w pierwszym,dodam,że totalnie pustym,lokalu ekspedientka musiała krzyczeć przez głośną muzykę,żeby usłyszeć treść zamówienia.nie,nie wpadła na wciśnięcie ‚volume daun’.nadal krzyczała głośne ‚SŁUCHAAAM?!?!’do następnych klientów.my wyszłysmy.
cieszę sie,że po tylu latach nadal się dogadujemy.cieszę sie nawet,że jesteśmy w podobnej nieciekawej sytuacji – dogadywanie się z członkami naszych klas wychodzi nam wcale-dobrze.chociaz u mnie jakby nie patrzeć,jest coraz lepiej…a może i bardzo dobrze?coby zajebiście nie powiedziec.tok naszych powtórzeń do matury również stoi na starcie i ani drgnie,mimo licznych przygotowań.
eshh,jak dobrze mieć taką osobę haa.gif
———-
Dopisane o 15:27
Prezentacja leży,a za trzy{chyba?}tygodnie godzina zero.ha ha.beka nie.więc śledź te losy i wyciągniesz wnoiski,czy takie historie kończa się tak,jak belfrowie zapowiadają,czy może wygra wrodzona inteligencja,błysk w oku i bystrość.tylko skąd ja to wezmę.no nic.
nie chciałam wcale streszczac mojego wieczoru i dnia.jednak nie mam ochoty pisać moich wywodów filozoficznych.’rozchodzi się o to’{w tym miejscu buzi buzi dla sprzedawcy z cropp’a,który użyczył martusi czwarty bilet <3},że jeszcze chyba nie jest tak źle,skoro widzę,że jest ze mną źle.przyznaję.jestem aidealna,nic się nie zmieniłam.ale to działa po przez współpracę – wpadłam w głupi ciąg ‚jak ty mi,tak ja tobie’.po prostu sprawdzam,jak ludzie reagują na swoje zachowania,odzywki.tragicznie,nie próbujcie tego na osobach,na kórych wam zależy.ja co prawda zaryzykowałam,co zaoowocowało cihymi dniami.jednak nic to nie dało.nadal słyszę od ludzi słowa,na które sami by się odwrócili na pięcie i uznali za ofiary tyrana.ale to ja jestem wszystkiemu winna,jak zawsze.
A,święta mi się przypomniały.spędzone na odludziu,no,ja to tak nazywam.slodkie,ciche miasteczko.ja,mama i dziadek i czasami wujek ze swoją {może w końcu}drugą połówką jabłka.tam,na terenach dziadka atmosfera jest stworzona do przemyśleń.martwa cisza,pare ptasich pisków,szara pogoda,a za rogiem,o ironio,cmentarz.o czym tu myśleć?kilka razy siedzę przed dziadkiem z łzami w oczach.’przyroda’…