martha blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2007

natchnęło mnie na opisanie życia maturzysty.
Otóż życie przeciętnego maturzysty,nie będącego z nauką ‚za-pan-brat’.jest raczej mało zróżnicowane wewnątrzpopulacyjnie.Rok zaczyna z myślą ‚czas się w końcu wziąć do roboty,teraz będzie inaczej,w tym roku naprawdę zrobię to,co zaplanuję’.i tak do ok połowy stycznia kompletnie nic nie robi.do studniówki rzecz jasna.po studniówce ewentualnie zaczyna,odliczać dni.po następnym miesiącu zaczyna mu doskwierać przymus zrobienia czegokolwiek.no i ewentualnie zaczyna,ale nei spotkałam jeszcze takiego przypadku.ok,mamy marzec.TRZEBA,już naprawdę TRZEBA coś zrobić.o,to może posprzątam?pułki trzeba w końcu zetrzeć.czas najwyższy ogarnąć ten chaos,bo wchodzacy pies do pokoju nie jest w stanie się obrócić.pokój sprzątnięty(rodzice w szoku ‚co się dzieje?może ćpa?!’),w szafie jak w markowym butiku – poukładane kolorami albo co gorsza rozmiarami.noce mają także swój schemat ‚to co?jutro wypadałoby w końcu coś zrobić…’.w jej samym środku spotyka się również przypadki słyszenia głosów ‚kurwa,przecież ty nie zdasz’.mnie ten głos(wraz z szorstkim językiem kota)dzisiaj obudził ‚kurwa’…’nie zdasz’.to jest naprawdę schizofreniczne przeżycie – obudzić się przez głośną myśl.a ‚kurwa’ to jest słowo najlepiej pasujące od całokształtu maturalnej rzeczywistości…
Od początku(lutego)jednak byłam świadoma,że pewnie jedynie brak czasu da mi kopa do nauki.tak więc po przerobieniu układu pokarmowego,ruszam dalej.czas ogarnąć chociaż pierwszoroczny materiał.Nie wiem tylko jednego.Czemu wszyscy są tak cholernie pewni,że zdadza maturę?Dla mnie to marzenie,od rauz obok tego,aby po 16 maja,gdy kończe usntym polskim wyjechać do Corfu,tak jak planowałyśmy.Popracowac,pożyć na własny koszt,rozkoszować się tym wszystkim – pusta kieszenią,słońcem,harówką,imprezami,bólem głowy i fizyczną bezsilnością.mmmm…

‚nie zdaaasz,pewnie,ze nie zdaasz…’
dwa miesiące,na złość tym,których to przeraża – 55 dni.na złość sobie.obudź się dziecko!!!nie ma na co czekać!to,że nie masz motywacji,nikogo nie obchodzi.dziewczyno,weź się w garść…czemu to nie pomaga?!czemu tygodnie nagle mijają jak dwunastogodzinne doby?co sie dzieje,przepraszam,ja jestem za młoda żeby umierać,ja nie dojrzałam do matury.znów za rok matura?nie,ja nie chcę tego podśpiewywać,nie chcę w przyszłym roku widzeć tych samych twarzy w tym samym mieście.nie nie.wyrwana ze snu łatwo sobie przypominam rzeczywistość – nie podołam,za mocno w siebie znowu wierzyłaś.ja?!nie podołam?!pf.więc wstaję,biorę stos książek,zeszyty,wlewam na pusty żołądek gazowane turbodoładowanie i mówię sobie – ty nie dasz rady?!nie takie rzeczy się robiło.
zbliżanie się do celu wyraźnie motywuje człowieka[udowodnione naukowo,nie wiem,czy na uniwersytecie w Stanford czy Yale].ja to wiem.tak jak całe życie nie potrafię odkryć z tumanów kurzu monitora i zaginionego pod stosem ubrań fotela,tak wystarczy,że zapowiecie się pięć minut przed przyjściem do mojego królestwa i porządek będzie się zdawał być tu zameldowanym na stałe.pisanie prac też odkładam na ostatnią chwilę,tudzież bywało,że minutę.ale co z maturą mili państwo?jak to rozgryźć.nie mogę zacząć tydzień przed,dwa tygodnie to za mało.ćpać nie chcę,chociaż to podobno pomaga,mocno.ale jeszcze mi się za bardzo spodoba i co wtedy.


  • RSS