martha blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2007

3 komentarzy

koniec ferii,a ja śmiało mogę powiedzieć,że nic nie zrobiłam.kompletnie.może to i dobrze,bo nie zrobiłam nic złego(?).tak,szklanka może być do połowy pełna lub pusta.
ostatni weekend spędziłam raczej na przyjemnościach,wieczorami dochodząc do wniosku ‚co ma być,to będzie’.i nigdy tego nie uniknę.mogłam co prawda polepszyć moją sytuację maturalną,która leży nieruszana.prezentacji brak,bibliografii brak.tak wiem,jest się czym chwalić.biologii nie ruszyłam,a dział tkanek,który zaczęłam wcześniej,okazało się,że powinnam zostawić sobie na sam koniec,ze względu na szczegóły.biednemu to zawsze wiatr w oczy,haha ^_^
właśnie wstałam.drzemka się trochę przedłużyła.potrafię godzinami siedzieć i myśleć,że nic nie robię.marnotractwo czasu 1.klasa.
całe liceum przecież żyłam z myślą i nadzieją(pamiętajcie więc,że to za mało),że te oceny,które łapię i które miałam tak głęboko zmienię maturą.ze sama siebie zaskoczę.musiałabym więc zaskoczyć pomysłem.ale skąd wiem,że przyjdzie.hee.coś w powerpoincie,plansze?zdjęcia?hmm…
kurczę,cóż za pierzona monotonia.chociaż w gimnazjum mi się udało.nawet PRAWIE zdałam z paskiem,bo to takie miłe,jak pani od informatyki mówi ci w dzień rozdania świadectw,że dyskietka z pracą na 6 nie otworzyła się?^_^ heee…testy poszły mi b.dobrze.no,część humanistyczna dobrze.byłam jedną z lepszych osób w klasie,z matmy 2.kolega miał o pkta więcej,oh jak to bolało -_-’ dostałam sie do dobrego liceum,co prawda na profil dla leserów.i co dalej.co teraz marto?siedzisz,piszesz notke,a mogłabyś spisać tą pieprzoną bibliografie,której składu nie znasz.a iiiiić ty.
tak wiem,że studia to najmilej wspominany okres w życiu.dlatetgo nie chcę tego spaprać.wylądować w miejscu,gdzie nie powinnam być.chcę sie dobrze bawić.wierzę w siebie.szkoda,że nikt o tym książki nie napisał ‚wiara w siebie nowożytności’,wykorzystałabym na prezentacji.chcę się zagłębić w ten problem,nie kończyć na wierze w Boga,wierze chrześcijańskiej,bo to tylko jeden w miliona rodzajów wiar.wiara w siebie,wiara w pieniądze,w drugiego człowieka,w lepsze jutro.jakieś dzieła,współczesne moze,poruszają ten temat?każda moja proba odnalezienia motywu wiary kończy się na tym,że w google wyskakuje mi ‚motyw wiary…chrześcijańskiej’.

od tego pięknego dnia jestem niemal pełnoprawnym kierowcą.brakuje mi tylko tego kawałeczka plastiku,który to potwierdzi.nareszcie.koniec nieprzespanych nocy,niepowtarzalnego stresu i opłacania WORD’u.troche pieniędzy(co prawda niemoich,jednak gryzie mnie to)w plecy,ale planuję chociaż to odpracować.niektórzy byli na tyle odważni,żeby mówić,że egzamin to największy stres w ich życiu.nawet osoba,która przeszła tak straszne chwile…ale nie o tym.prawo jazdy mnie wykańczało psychicznie.nie wyobrażałam sobie tej legendarnej wręcz skaczącej nogi na sprzęgle,a tu niespodziewajka.tak się zestresowałam,że moja stopa nie zawsze wykonywała polecenia.ale udało się.nareszcie.

ferie.nic mi z tego.jak dzień powszedni,przecież ja się nigdy nie przepracowuje.może powinnam coś zmienić?wciąż próbuję.i nic.matura idzie.to tez wiem,że niewiele mi czasu pozostało,żeby nadgonić matmę,zapoznać się z materiałem licealnym biologii i wykonać prezentację z polskiego.
znowu natknęłam się na zaczętą i nieskończoną sprawę z przeszłości.gdybym się za nią zabrała raz,a porządnie,to dzisiaj nie miałabym połowy tych problemów.byłyby pewnie inne,ale nie te.może jakieś ciekawsze,a nie takie pospolite.’brak czasu’,niewyrabianie się z materiałem.cała ja.nic na czas.wiecznie spóżniona.tyle razy mi to uchodziło płazem.mam farta,nie szczęście.zwykłego farta,że mi się coś czasem uda ledwo ledwo.na styk załapuję się na lepsze.
mama ma wolne.ja drugi tydzień siedzę w domu.wiecznie niewyspana,wiem przecież,że żebym była wyspana,muszę pójść przed tą 22 spać i wstać chociaż po 6h.tak wynika z moich kolejnych obserwacji – nie ważne,że prześpię 8h zasypiając po 23.i tak chodzę jak zmora,jak zawsze.nieżywa jakaś,nie mogę się zabrać do niczego.tlenu mi brakuje,ale na spacer tez się nie mogę zebrać pomimo świadomości,jak dobrze one na mnie działają.ktoś chętny na wyjście?
gdyby jedynie połowa Polaków wyłączała opcje ‚standby’ w urządzeniach rtv zaoszczędzilibyśmy rocznie tyle energii,ile rocznie wytwarza jedna elektrownia.dobre nie?polecam taki pomysł.w końcu ta lampeczka światła za dużo nie daje,a taka przyjemność jak następstwo pór roku mogłoby przetrwać dla następnych pokoleń
mama przyniosła do domu kamerkę.coby mogła z dziećmi z wysp pogadać.dla mnie to udręka,nigdy nie lubiłam[fuckin' polskie double-zaprzeczenie]skajpa.tera dzwonią wujki,kuzyni.ciszy też w końcu fajnie posłuchać,a za tą nie płacimy.

dzisiaj coś mi dało maleńką chęć i motywację do ruszenia z planami…to prawda więc,że obraz celu dodaje sił.pomyślałam o ostantim kwartale tego roku.gdyby jednak udało się dostać na dobrą uczelnię?dobrą…pojęcie względne.na tą,którą sobie upatrzyłam.w miejscu oddalonym od tego,gdzie stanowcza większość zmierza.ja nie chcę.chociaż ostatnio pomimo wewnętrznego stanowczego ‚!nie!’ rozważałam to – a może nie byłoby tak źle?zgadać się z paroma osobami,zamieszkać w jednym miejscu.w końcu z chłopakami dobrze się dogaduję…ale nie,nie.to tylko na krótki dystans dobre układy.wracając do planu A…znaleźć się w nowym mieście,nikogo nie znając.no dobra,wiedząc,że gdzieś obok mieszka wujek,gdzieś naprzeciwko niego ponoć kuzyn,ale nie utrzymuję z nimi zbyt bliskich kontaktów i znając ironie życia pewnie byśmy się nie zobaczyli.znów znaleźć się w tym przerażającym stanie samotności.błąkąć się pomiędzy nowym,iść w nieznane,nieodkryte.tak przecież mi było źle z tym,na początku liceum,gdy nie miałam bratniej duszy.ale minęło.jest lepiej,niż mogłabym sobie wyobrazić.co prawda nikt nie obiecuje,że scenariusz z takim samym początkiem,musi mieć ten sam koniec,no ale…chyba ryzyko i strach mnie pociągają.

wszystkim się marzy wrócić w te beztroskie czasy podstawówki,przedszkola.mi też,tak myślałam.dzisiaj jadąc pięknym nowym-ogórkowym tramwajem widziałam te ‚szkraby’(tak się na nie mówi,ale w rzeczywistości są to dla mnie ogry większe,przeciętnie,o 10cm wzwyż i 20 wszerz)z plecakami,w wielkich czapkach,wracające z podstawówki bodajże.napewno chciałabym jeszcze raz to przeżyć?jeszcze raz każdego,szarego dnia łazić po ścianach z nerwów,że to dopiero połowa mojej edukacji i że tak naprawdę na kij mi połowa wpajanych informacji?nie nie,podoba mi się aktualny stan rzeczy.jestem w liceum i moje ewentualne o_O ‚uczenie się’ teraz do czegoś prowadzi,ma cel.tak jak pod koniec gimnazjum,od tego zależało co ze mną dalej.zjebałam,nie ma co,bo mocno moje świadectwo licealne.teraz wszystko w rękach matury.w moich rękach.prezentacja mnie przeraża,nie wiem jak ja to zrobię.wczoraj w napływie comiesięcznego humoru byłam załamana,jednak zdawałam sobie sprawę,że to chwilowe.to takie okrutne,że co ok 28 dni dopada nas,koleżanki,tak nieopisany stan,że nie idzie pojąć wam,koledzy.nic wtedy może nie mieć sensu,nic już nie pomoże.to koniec zdawałoby się.a tu dupa,budzisz się nastęnego dnia i zdajesz sobie sprawę,że to dopiero początek ^_^ taki mały bonus od matki natury.
na gg mam nr do swojego nauczyciela.chore.bywa,z resztą nie każda z jego fanek ma taki zaszczyt i tyle sprytu,żeby go odnaleźć(-_-’)
mama mnie zostawiła.pojechała w tą pięną,wręcz wymarzoną na śnieżne rozrabianki pogodę na kulig.a mi się marzy snowboard.oj tak.od trzech lat mi się marzy,ale nie mogę zebrać czterech literek żeby się za to wziąć.oj,ale marzy mi się…

=)

12 komentarzy

mmmm,tak…jak miło było wrócić,po jedynie dwóch,jednak strasznie wyczerpujących(bo nic tak nie męczy,jak nic nierobienie),j.polskich i paru sprawach do domu.wrócić z ciastkiem francuskim,nadzianym jabłkiem.mmm…z kawami 3w1,tchibo,nescafe,maxwell house,presto latte.planuje sprawdzić,która z nich jest najsmaczniejsza.rzeczywiście,świetne proporcje kawy:mleka:cukru.wrócić do domu z książką,jedną z niewielu,która mnie,mnie potrafiła wciągnąć.wrócić,siąść na swojej zimnej kanapie z kicią(w sumie kota na kolanach nie planowałam)z tym ciastkiem,z tą kawą w tym kubeczku od Ciebie Kasiu.I czytać z dala myślami od tego,co tak naprawdę na około.być tam,w Warszawie z boku jak duch przyglądać się tym okropnym wydarzeniom w getcie.straszne.stać na beczce z upokarzanym Żydem.straszne to za mało,ale co ja mogę mówić,nie mając tak naprawdę pojęcia…
i przyszła mama.’nie,nie.tym razem nie daj się wyprowadzić z tego stanu harmonii’.obiad.koniec jakiejkolwiek harmonii.jak mnie denerwuje ta rutyna posiłków.obiadobiad,dzieńwdzień.po co mi to,skoro i tak zaraz tego nie będzie,ehh…

tak to jest,jak się nie wyrabia na ok.9:20 gdy ósemka podjeżdża na przystanek.moim skromnym zdaniem,trzeba coś z tym zrobić.nie zawsze są ludzie na przystanku,których spytam,czy ta ósemka już była,czy dopiero będzie.niech zamontują zegary elektroniczne i o tej 9:20 niech ten autobus naprawdę stoi na przystanku,bo nie wyczuję,czy przyjedzie minute wcześniej,czy minute później.czy może od święta będzie na czas.no ale jak już tego autobusu nie ma,to idę.idę te 10 minut,dochodzę do kolejnego przystanku,na którym spotykam czasem sprzyjający inny autobus,a jak nie,to idę dalej.idę idę dwie minuty do miejsca,z którego mam 8 minut do szkoły.przez te dwie minuty,przechodząc koło szkoły podstawowej nr 12,sportowej bodajże,widząc te dzieci,które moim,starczym zdaniem,mają przed sobą i dla siebie cały świat zastnawiałam się,co ograniczyło rozwijanie mojego talentu.ładnie rysowałam,lepiłam z plasteliny/modeliny,tworzyłam z czego się dało.zaniechałam.po paru latach,w sumie ze 3 lata temu,pojechałam na plener malarski.to nie to samo,ale pamiętam,jak to lubiłam.winie oczywiście za to mame,bo słabo,chociaż namawiała,starła się,żebym była w czymś lepsza.świetnie się uczyłam.potem polubiłam taniec…w 3/4 klasie?zapisywałam się do zespołów nowoczesnych,pare razy na towarzyskie.zespoły się rozpadały,a podstawy w towarzyskim mnie wykańczały psychicznie – krok w bok,do przodu,znowu w bok.uwielbiałam wf’y,ruch,szczególnie gry z piłką,nadal uwielbiam piłkę,grając nia dopada mnie jakaś dzika radość.s’portowiec,czy artystka?’ tak sobie dzisiaj myślałam.a ja jestem po środku.tańczę.co prawda dopiero teraz,po ponad dwóch latach w zespole,czuję swobodę w wyrażnaiu siebie,tzn.większa,bo nadal trochę krępuje mnie oglądanie swoich kroków,które nie zawsze są ciekawe lub dobrze wykonane.
ale tak,to kocham,chcę&będę robić.


  • RSS