martha blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2007

96 dni

8 komentarzy

‚odziwo’,studniówkę wyprawili nam dokładnie 100 dni przed maturą.ta kulturalna impreza to taki lekki kop i przypomnienie,że teraz nauka ma teraz zacniejszy cel niż łapanie ocen i robienie wrażenia na sobie i wszystkich na około.nic się nie zmieniło,z maturą tak samo – wydaje mi się,że już za późno i się nie wyrobię.jak to będzie,wyjdzie w praniu.na prezentacje z polskiego nie mam nic,prócz tematu.
. Wiara jako główna wartość w życiu człowieka. Przedstaw, w jaki sposób to stwierdzenie jest realizowane w literaturze wybranych epok.
jestem w kropce tak zwanej,ponieważ lektur nie czytam.sam fakt,że coś się nazywa ‚lekturą’ mnie odrzuca,nie cierpię przymusów.przeszukam całą sieć,by znaleźć coś na temat.
mam zapał do nauki.może to dlatego,że nauczycielka od matematyki zachorowała,tym samym zabierając nam połowę godizn lekcyjnych w tygodniu?nie muszę nic robić.za to powinnam.czytam tą biologię,robię notatki.jak już sobie wymyśliłam maturę z przedmiotu,który nie jest przedmiotem profilowym,to trzeba się zaprzeć i dać radę,bo chcę.kolejna szansa,żeby pokazać,że jednak na coś mnie stać.i kolejna szansa,żeby znów wyłożyć się na oczach wszystkich.
stęskniłam się za szkołą,za ludźmi,których tam spotykam.teraz akurat,gdy dziennie spędzam tam nie więcej niż dwie godziny.
cóż za szokujące odkrycie do mnie trafiło.podejrzewałam to,ale może nie chciałam się z tym pogodzić.uwielbiam spać,mogłabym spędzić tam pół dnia,jeżeli tylko jego resztę spędziłabym intensywnie.dzień w dzień jestem zmęczona nic nierobieniem,co wywołuje we mnie głęboką frustrację.w wyniku moich własnych obserwacji mojego również,własnego organizmu okazuje się,że to te książkowe 8,tudzież 7h snu mi przeszkadza.to po 5/6h funkcjonuję normalnie.otóż to,otóż to.
mam 19 lat i panicznie boję się dentysty.siedząc w poczekalni i czekając aż zbawienna doubledawka,która ostatnim razem nic nie dała i z płaczem zostałam odesłana do domu z jakś dziwną zastępczą masą w zębie,która zakrywała niezaborowaną dziurkę,znieczulenia zacznie działać roniłam łzy i wycierałam je szybko,potem dotarła do mnie wcześniej wspomniana myśl,kim to ja jestem i jak dawno się urodziłam czego następstwem był wybuch dzikiego śmiechu ‚zadzwonię po tych z białymi kaftanami’,zapewniała mamusia[...i pokicała dalej]bojąc się o wpływ moich wahań nastrojów na psychikę.tym razem się udało.przeżyłam wwiercanie się obrzydliwego żelastwa w moje maleńkie białe skarbki,mam plombę.
jutro?lekcje zaczynam religią -_-’ z której nie zdążyłam się wypisać.nie mam nic przeciwko,chętnie dowiem się czegoś o chrześcijaństwie.jednak nie w tej klasie,nie z tym księdzem.oj nie.dobija mnie jego ślepe dążenie za czymś,czego nie potrafi wytłumaczyć,moze nie rozumie.angielski,dwa polskie.póóójdę…bo w domu oszaleję.
muszę znaleźć miejsce,w którym będę się uczyła.mój dom kompletnie się do tego nie nadaje.siadam do książek,piszę notatki,ale nie mogę się skupić.tak,to ta pokusa telewizora,który tak magicznie mnie relaxuje,może dlatego,że tak mało go oglądam,a kiedyś przecież to główna rozrywka była.chaos,który panuje naokoło mnie,no i wielkie lustro przed którym powinnam się rozciągać.tak planowałam.oj,nie mam czasu…biblioteka,tam jest aura do nauki,materiały w necie,tak.jutro zostaję w bibliotece.

ogłoszenia drobne – chętnie przygarnę szablon.jeżeli posiadasz swoje dzieło,a nie masz gdzie go wyeksponować,mój blog służy swą niezagospodarowaną graficznie przestrzenią

że w życiu pojawia sie okresowo występujący składnik,którego nie możemy znieść.kiedyś zaczęło mnie irytować,że wiecznie na ‚coś’ czekam.czekałam a to na kolejną sobotę,a bo nóż widelec[nie wiedzieć z jakiej okazji?]może zdarzy się przełom w mojej rzeczywistości.a to na jakiś wyjazd,myśląc – tak!to na to tyle czekałam.i zawsze,tak zwana…dupa.teraz prześladują mnie porażki,już nie te,co kiedyś,wymyślone,hormonalne majaki,przekonujące mnie,że jestem ofiarą.w końcu miałam ze trzy blogi,o dramatycznych nazwach,aby oddać moją – wtedy tak myślałam – straszną,niepowtarzalną,smutną sytuację.moja samoocena[wydawało mi się,że ja razem z nią]ślizgała się po miękkim dnie,od którego myślałam,że nie da się odbić.pewnie biło tym ode mnie,czego teraz jestem świadoma.wszyscy to zapewne wiedzieli.taki gazeciany opis – byłam uśmiechniętą,różową,[chyba]mogło się zdawać szczęśliwą dziewczynką[nie chce mi się rozpisywać o tym,że siedzącą gdyby dało radę 25/24 na IRCu,początkowo na czacie of course ^_^]a w środku taki zbuk.nikt mnie tradycyjnie nie rozumiał,nie miałam z kim porozmawiać.miałam przyjaciółkę,od lat.’przyjaciółkę’,bo wszyscy tak nas nazywali i nawet w podstawówce przyjaźń nie wychodziła u nas w praniu,ale pytało się o zgodę na to byśmy się tak wzajemnie nazywali,jej jednak się wstydziłam mówić,o swoich głębszych problemach.mnóstwo osób mnie nie lubiło,zawsze,to jest coś,co bardzo powoli się zmienia ^_^.nie wiedziałam oczywiście czemu,oni sami pewnie też nie.moje gimnazjum z osobami drugo,ewentualnei trzeciorocznymi,tudzież z OHP,było istnym poprawczakiem momentami.atmosfera potrafiła być koszmarna.dzieci dojrzewały to tez powodowało,że ich stosunek do mnie był obleśnie hamski.to sie zmieniło.słyszałam przeprosiny.
od podstawówki,od połowy 6 klasy w sumie,nienawidzi mnie moja przyjaciółka z zerówki&klas 1,2.bo jestem ‚głupia i brzydka’,a no i szmata ze mnie.no okrótnam,na to to mam zadatki jak alfons na księdza.mame kochałam ponad życie,trzymając się jej jak rzep,ale szczególnie ona mnie dobijała.mijała mnie dzień w dzień i mocno musiała nie chcieć widzieć moich łez.raz trafiło się,że spytała mnie czemu ryczę =] to takie słodkie i w jej stylu pytanie ‚a ty czemu ryczysz?’.zakończyło się to tym,iż mój problem zostanie załagodzony,a ja ryczałam jeszcze dłużej,dowiedziawszy się,iż nie będzie można się go pozbyć.zachowam to dla siebie,co nim było.zbyt osobisty kawałek głupoty.i w pewnym momencie bum,trach i po ptakach.nie wiem dokładnie kiedy,oprócz tego,że mając 16 lat,wszystko się zaczęło zmieniać.całe moje życie. wakacje między gimnazjum a liceum spędziłyśmy w Bułgarii.raj na Ziemi, tak to nazwałyśmy.bo tak było.był piękny krajobrac,nieziemska temperatura.i oni, skórze koloru cynamonowego,oczach o najpiękniejszych,intensywnych kolorach.i my,o egzotycznej urodzie,później przyprażonej słoneczkiem.płytkie,krótkotrwałe.raj.to mi dodało sił,jeżeli było mnie stać na to,by przykuć tyle spojrzeń,to chyba nie jest tak źle,nie jestem zerem.to tak mało,a tak wiele tchu dodało do życia.w te same wakacje spotkałam kogoś starszego,kto również zwrócił na mnie uwagę,nie żadna miłość wakacyjna,przyjaźń.miłe wspomnienia,niestety już tylko wspomnienia.liceum.tak się bałam.’pewnie znowu najpierw mnie zjadą wzrokiem,skrytykują,obgadają’ a dopiero potem zorientują się,że wcale nie jestem taka zła.zawsze tak było.w każdym towarzystwie.starali się mnie poznać w ostatniej kolejności.najpierw budowali sobie mój obraz w głowie,a potem musieli go niszczyć,bo był błędny.pozory.nie tym razem jednak.chyba trochę wszyscy wydorośleliśmy.przystojny kolega,słodko mówiący ‚czeeeeeść’,drugi kolega z którym znajomość przerodziła się w prywatne spotkania,bycie parą,przerwę,koniec,płacz,wyjaśniania,obrzydlistwa,teraz z tego jest koszmar.wracając do tematu – początek liceum mocno mnie zaskoczył,pozytywnie.poznałam B,lepiej poznałam K.te mi najdroższe,najbliższe…

i teraz jestem.uwielbiam swój wizreunek,staram się pracować nad charakterem i pomimo wciąż prześladujących mnie porażek staram się podnośić i stawiam im ponownie czoła.po raz kolejny zawodząc się na sobie,którą uważałam za tak niepokonaną momentami.i wbrew temu wszystkiemu,nadal mam w głowie myśl,że świat należy do mnie.bo to moje życie i nikt inny go nie ulepszy tak jak tego potrzebuję.to mój świat,mój film i to ja MUSZĘ grać pierwszą rolę.

he…

7 komentarzy

…bo nagle ktoś mi uświadomił,że jednak jestem taka jak wszyscy,że niczym się nie różnię od tych hot nastolatek które przecież tak mocno tępiłam.komuś niechcący wyszło wtopienie mnie w ten znienawidzony tłum.
zostałam potraktowana jak inne.jedna z wielu.ja.
tak to jest,że albo w weekend siedzisz wieczorem i głupio ci się kłaść spać,bo przecież ledwo 22,a z drugiej strony po co siedzieć przed monitorem do 1 żeby potem być niewyspanym bez specjalnego powodu.albo masz tak,ze weekend się zaczyna a ty nie masz pojęcia jak być w tych kilku miejscach w jednym czasie.i które wybrać,szkoda by coś stracić.tak więc w piątek byłam na przedostatniej osiemnastce kolegi z klasy i na pierwszej drugiego rocznika.co jak co,ale tak jak z drugoklasistami,to mało gdzie ‚tak’ i ‚tak długo’ się bawię.co prawda w piątkowe popołudnie wydawało mi się,że nigdzie nie wyruszę,a mamie powiedziałam,że długo nie będę.jednak ostatnim smsem wysłanym o 2 poinformowałam ją,że na noc,to mnie raczej nie będzie.leń przezwyciężył chęć spania w swoim ciepłym łóżku zamiast na kocyku rozłożonym na zimnej podłodze.nie wyspałam się,napewno.3 godizny przerywanego snu,powrót do domu i kolejny sen również przerywany telefonami.na 12 na tance?tak zamierzałam.ale i tak do niczego bym się nie nadawała.z resztą godzine później nic się nie zmieniło,aaaaaale powalczyłam ze sobą i na drugich zajęciach byłam.jednak nie wszyscy z zeszłonocnej imprezy byli w stanie dotrzeć.no nic ^_^
wczoraj nie zamierzałam nigdzie iść,bo sen sobie cenie mocno…
ale zakończyło się tym,że wylądowałam z K na jej bro-urodzinach.’nie będę długo’.takie gadanie daje przeciwne skutki.znowu się nie wyspałam.Na 16[jak się potem okazało - tylko moim zdaniem na 16]byłam umówiona na wiecznie odkładaną kawę.O 12 jednak miałam już gościa.no nic.miła niedzielna herbatka,obgadywanie masy wspólnych znajomych,bluzganie na szkołe.standart.o dziwo,bo na codzień przecież ze sobą nie rozmawiamy,a tak łatwo było nam o rozmowę.i dobrze.
co ja miałam zrobić?aha,nie zanudzać samej siebie.
jutro wos.czekam.czekam na dwie godziny patrzenia na niego.na nauczyciela.jak sama siebie potrafię zaskoczyć.nigdy nie podejrzewałam o taką akcję.nie moja wina,że jest
+seksowny
+przystojny
+inteligentny
+interesujący
+starszy ^_^
tylko po co mi wos?nie wie,nie wie,nie rozumie nikt…nawet ja sama.
‚marta jest jak przeciąg’ powiedziała wychowawczyni mamie.pf ;d nie ważne,jak dalej to tłumaczyła,samo to zdanie mnie rozbawiło.he heee.nie ważne też,że zna mnie tyle,co siedzę na historii i przeszkadzam jej od czasu do czasu albo patrzę w sufit tudzież za okno.chcę zdać maturę,i cokolwiek dalej.
JA KOŃCZĘ SZKOŁĘ!!!
12 lat edukacji za mną,a zdawało się,że to nigdy nie nastąpi.heee…

Zauważyłam nowe komentarze,prócz reklam,dopiero teraz,bo nie łatwo się zorientować wśród tysiąca not,że w którejś przybyło wpisów.Łał.dziękuję&cieszę się bardzo.

załóżmy. W smsie od anioła stróża dostaję wiadomość, żebym siadła do bioli, jako że wybrałam ją na przedmiot maturalny, od którego zależy jej zdanie. ‘praca klasowa jest? ;>’ uśmieszek dodaję, na znak mojej skruchy z okazji zapominalstwa. Ahh…kartkówka, z trzech ostatnich tematów w takim razie. Biologia wchodzi niby jak masło(zastanawia mnie zawsze czy to powiedzenie odnosi się do wchodzenia ‘tam’ gdzie myślę?)więc może zdążę się naumieć i napisać na 5, jak się da to na 6. Tak, marzą mi się z biologii szóstki, bo aby mieć 5 na świadectwie maturalnym moja średnia z drugiego półrocza musi wynosić 5,76 co oznacza najwyżej jedną piątkę. Tak więc dzisiaj planowałam nie iść na dwie lekcje geografii, której w sumie do końca jeszcze nie zaliczyłam(że nie zdaję geografii na maturzę,to miałam szansę wypisać się z uczestniczenia w niej), ale jestem na dobrej drodze, co prawda trochę się spóźniam z oddaniem pracy, aaale…damy radę. Dalej co ja planowałam? Aha, uczyć się na biologię i dopiero na nią pójść, opuszczając polski. Kurcze. Znowu źle obliczyłam godziny. Jest 10:06, ja siedzę z mokrą głową, biologia zaczyna się za 50 minut, a mi potrzebna jest co najmniej godzina. No nic. Opuszczę, zaliczę w przyszłym tygodniu. I tu punkt kulminacyjny. Co dyrektor zarządził? ‘Biologii w tym półroczu nie będzie’. Tak więc na moim świadectwie ląduje 4 z biologii. Nagłe decyzje pryncypałka prowadzą do tak wielkiej frustracji we mnie, że aż nie potrafię jej wyrazić i wyglądam jakby mi to różnicy nie robiło. 4 z biologii, maturę planuję zdać, ale nie wierzę w żadne rewelacje. I co? I ja pójdę na studia prywatne?
Moje życie to porażka ostatnimi czasy. Nie nie,nie przesadzam. Nie pamiętam mojego ostatniego sukcesu. Aha, za sukces uznałam 3 z pracy klasowej z matematyki. Tak upadłam, że mnie trójczyna cieszy. Co podejście do prawa jazdy, to porażka. Ja mu w gaz, a on mi zgasł. Pf, śmieszne. Żałosne, a tak w siebie wierzyłaś, prooosze cię, z motyką na Księżyc? Z czym ty do ludzi marto…
I tak dzisiaj się trochę poobijałam, trochę poćwiczyłam i…siadłam do matmy :o i mi nawet nieźle szło, momentami. Ale większością bez zmian – nie wiem o co chodzi.
I tak to jest. Mam wszystko na nic nie zasługując. Dziękuję więc, bo na więcej mnie nie stać, chociaż nieustannie próbuję.

huhu

1 komentarz

policzę średnią?skuszę się,czy po raz pierwszy dam sobie spokój.po co mi to.
że zdam – wiem,że nie z nagrodą – raczej też,chyba,że za jakieś szczególne osiągnięcia nie mieszczące się w regulaminie ^_^.błędy swoje znaaam,jaka jestem wieeeeeem…nie,nie licze średniej.
no bjologia to normalnie piękny przedmiot.dziękuję,sobie samej,że mam możliwość zrezygnowania z paru języków polskich na rzecz studiowania tego,co mnie interesuje.aparaty golgiego,retikulum endoplazamatyczne…a ja się męczę na matgerze{?}
ja jestem pod taką presją,ja jestem wciąż obserwowana i weź tu się czuj swobodnie

2007-01-08 21:21:49
marta – biotechnolog,psycholog,absolwentka awf?pieniądze,predyspozycje,pasja?czym się kierować.biotechnologię w sumię po części już wykluczyłam.ona przecież też na studia szła,bo ‚to ma przyszłość’,a kończąc je nie miała co ze sobą zrobić.psychologia,czemu nie.człowiek to jednakowo okrótne i zawiłe,przez co ciekawe,stworzenie.jednak tak bardzo chciałabym spędzić chociaż część każdego dnia na wysiłku fizycznym,czuć się szczęśliwą przez ten korzystny ból.awf czy psychologia…
kocham mojego kota,co ja do niej czuje,to mało kto jest w stanie sobie wyobrazić.wywołuje u mnie,od 11 lat,takie same reakcje jak u mojego brata jego 14 miesięczna córka.tak ją kocham.a na widok tego dziecka…nic.dziwnie mi z tym,ale nie umiem tak mocno zagrać,żeby udawać miłość.wiesz przecież.
jestem taka niedojrzała i tak dobrze to wiem.i co ja na to poradze.

ciekawe

1 komentarz

czy moje płuca są już doszczętnie czarne.czy tylko w 90%.
‚postanowienia noworoczne mają sens!’,bo niby specjalna data motywuje.no mnie strasznie,z resztą jak wszystko inne.jak ktoś mnie zmotywuje…to podziękuję najmocniej jak będę mogła,tak mocno,że aż sama się zdziwię.

w ogóle jak wybrać jedną z miliona sukieniek i mieć pewność,że to ‚ta’ – najładniejsza,niepowtarzalna i pasuje jak ulał?daah…taki problem mojej aktualnej egzystencji

jeszcze 4 miesiące męczrani/wolności[?].matura i zwrot o bańke-milion stopni.aż może się nie połapie o co chodzi albo wręcz przeciwnie,nic się nie zmieni.nie pierwszy raz będę przecież będę rzucona w ręce hasła ‚co ma być,to będzie’.
i będzie burza z deszczem,gradobiciem.albo tęcza,z tym garnuszkiem szczęścia, mająca swój koniec pod moimi nogami.
może


  • RSS