…2005 & 2006
i tak dalej.a mi się w to wierzyć nie chcę,że taka stara jestem.bo jestem.
ale życie się dopiero zaczyna.
ahhh,już wiem.okres.znowu to piękne napięcie,które towarzyszy mi przed,w trakcie i po.mmm,tak.jednak pod jakimś względem jestem kobieca.
teraz chętnie bym się wtuliła w niego i zapomniała o tym,że tak naprawdę czuję się beznadziejnie tylko z jego powodu.fantastish.
nie myślę tylko o jednym.myślę o trzech rzeczach.o tym jak kocham taniec i chcę się w nim spełnić,o tym,no i o moich wyrzutach sumienia,których mam pełno.nikt mi nie wypomina moich błędów tak mocno,jak ja sama.
nie przeżyje tego.muszę znowu to powiedzieć.tak do tego dążyłam,tak pragnęłam jak niczego innego.mam.boleje nad tym,tzn coraz mniej/nad tym też boleje/.szkoła prawie zniknęła z mojej listy spraw istotnych.nie przejmuje się,że w szkole mam zaległości,których nie potrafię zliczyć.jestem chyba wręcz uzależnoina od zaległości.nie wyobrażam sobie przyjść na lekcję i wiedzieć do końca o co chodzi.jedynie biologia.chociaż też zeszytu już nie prowadzę,skoro kobieta i tak każe nam się uczyć podręcznika na pamięć.matura?za rok.z czego?z języków i dwóch rozszerzonych przedmiotów.nie no,już troche więcej wiem.polski,angielski,matematyka i…ostatnio z kolegą rozważamy żeby zamiast podstawowej zdać rozszerzoną z biologii.tzn ja jestem niemal tego pewna,a on,on nie wiem.chcę skończyć tą szkołę i zapomnieć o wszystkich.nie wiem jak/czy to przeżyję,ale chyba inaczej nie dam rady.iść na przód z myślą,że spotkałam kogoś,kto zajął 33&1/3 moich myśli,w kim mogłabym się pewnie zakochać,gdyby nie fakt,że ja to ja.zapomnieć o dziewczynie,która od nie wiem,po miesiącu stała się moją drugą połową.jak ja zapomnę?nie,zapomnieć nie zapomnę,co ja mówię.chcę się od nich wszystkich uniezależnić.spotykając ich na ulicy pytać -cześć,co słychać,bez tego cholernego podniecenia.żyć z dala od nich nie planująć kolejnego spotkania,ani tego,co potem.o przyjaciołach nie chcę zapomnieć.ale oni też się uniezależnią,pójdą swoją drogą.z nikim nie będę studiować.z nikim nie wyjadę za granicę.będę sama.od nowa wszystko.riplej z liceum.miało być tak koszmarnie,a jak pięknie się ułożyło.że jest mi tak dobrze,że niemal idealnie i tylko czekać na grom z nieba,żeby to wszystko rozjebać.co by za słodko nie było.
życie jest takie nudne,że tragedia.scenariusze się powtarzają i są nie do uniknięcia.on kocha ,ona jest z innym.ja całą sobą chcę go,a podobno komuś na mnie zależy.ale nie zmuszę się przecież do tego,żeby rzucać mu się na szyje z radością.nie umiem.
dzisiejszy wieczór był tak pięknie zaplanowany.mmm.znowu,de-ża-wi – planowanie czas stracony.czuję się tak,że chciałoby się powiedzieć ‚że aż słów brak’,ale nigdy nie brak słów.po prosut pewnych rzeczy nie chce się mówić na głos.
to tyle.
libido równe wieży babel.zasypiam odużona swoją nijakościa.moim nieokreślonym ‚ja’.zdaję sobie tak świetnie sprawę z tego,że nic z nikim więcej nie będzie,że aż nie wiem co robić.