mam, co pisać. Ha, bzdura. Jakbym nie miała co pisać, to bym nie otwierała panelu administracyjnego. Po prostu nie wiem ‘jak’ to wszystko napisać.
Od razu po powrocie tradycyjnie w pierwszej kolejności dorwałam się do komputera, ale również tradycyjnie moje pierwsze zapiski zostały skasowane. Więc co mi to wtedy siedziało w głowie [?]…oczywiście, że nie pamiętam, przynajmniej nie do końca. Pierwsze co każdy obiecał swojemu ciałku, to kąpiel w czystej, nie-żółtej wodzie. W wannie, pod prysznicem, kąpiel w jakiejkolwiek postaci. Ja też, ale jak każde swoje planowanie, nawet to, najmniejsze, zawaliłam. Wróciłam, rzuciłam torby, przywitałam się z kotem, który jako jedyny [pomińmy, że nie miał innego wyjścia]czekał na mnie. Mmm, jak ja ją kocham. Potem wizyta w toalecie, bolesna, kręgosłup nieprzyzwyczajony do pozycji siedzącej, ostatnio przecież nadużywaliśmy ułożenia ‘na małysza’, bo wiadomo.
Poprosiłam mamę, by dostarczyła mi książkę. Od Niego. Wspólnie z towarzystwem przeczytaliśmy ją w dwa dni. Lubię książki w formie pamiętnikowej. Co prawda nie jestem zachwycona dziełem Iriny Dienieżkiny pt. ”Daj mi” tak, jak reszta świata, ale podobało mi się. Chociażby to, że wessałam się w treść i w dwa dni wchłonęłam całość o czymś świadczy. Alchemika czytałam tygodniami, nigdy wcześniej nie byłam fanką zanurzania się w powieść i spędzania na tym zajęciu całego dnia. Teraz? Kto wie.
Czytając książkę Iriny, treść podchodziła mi pod ‘My, dzieci z dworca ZOO’. Może nie był to aż taki hardcore, ale pojawiał się sex bez miłości, dragi. Jednak akcja pierwszej rozgrywała się kilkadziesiąt lat temu, a kolejnej…w przekroju dziesięciu ostatnich. Życie na około mnie toczy się inaczej. Oczywiście są imprezy, po nich tzw. Zwłoki, były ‘dragi’, powiedzmy, ale to jest wersja soft rosyjskiego życia. Dienieżkina pisała to, co czuje, co jej nachodzi na język, ‘bez ściemy’. Ok., to się docenia, nawet bardzo, sama mam wielką ochotę na napisanie takiej książki. Jej wydaje mi się jednak trochę niedojrzała, ja sama przypiłowałabym niektóre wersy, dopracowała. Jest na kierunku dziennikarskim, ok., więc może to ja się nie znam. Łotewa.

Dzień po przyjeździe On zaplanował kolację. Nie byłam specjalnie podekscytowana, nie wiem, czemu. Moje uczucie chyba nadal jest niepewne. Nie powiem, było bardzo miło. Obowiązywał ‘strój galowy’, a ja staram się takie wymogi spełniać. Temu nawet chyba sprostałam.
Niczego mi nie brakowało przed godziną, teraz dręczą mnie jakieś bóle, od których nie da rady się oderwać. No-spa, ibuprom, pabialgina. Wszystko zażyte. Ciekawe jaka kombinacja leków mnie zabije. Zacznę zapisywać, co biorę, a potem na opakowaniach po za napisem ‘przed zażyciem przeczytaj ulotkę’ będzie zapisek ‘nie stosować kombinacji x-y’
Tymczasem borem lasem.
Beznadziejne seriale. Córka batmana. O jasne, co jeszcze.

Jednej osobie jestem w stanie w 100% powiedzieć, że ją kocham. Oczywiście mówię o osobie spoza kręgów rodzinnych. Mówię Jej to. Tak J-e-j. Żebym ja tak wszystkiego była pewna.
Love Kasha.