nie jest mojego autorstwa. Ów dzieło jest dzieckiem Gosi, po raz kolejny dziękuję bardzo bardzo.

Wiele myśli chciałam ‘przelać’ na bloga, ale nie mogłam się zmotywować, a jak już coś zaczynałam, to uznane za bezsensowne i bezpłciowe kasowałam. Aktualnie również nie mam zbyt poukładanej wersji do napisania, ani nic szczególnego nie chodzi mi po głowie.
Ahh, wakacje. Upragnione wakacje. Plan powrotu do BG nie powiódł się, z resztą to by było zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe. C. i moje marzenia o spędzeniu słonecznych, wolnych od zobowiązań chwil właśnie tam, w raju, gdzie niczego nie brakowało legły w gruzach. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że wina nie leży w żadnym stopniu po mojej stronie. Chociaż to jest mało istotne, nie udało się. Tak po prostu. C. dzisiaj wyleciała do USA, no fa fa faaajnie. Ja? Całe wakacje w PL, chociaż padł pomysł zorganizowania wyjazdu do Chorwacji, ale na pomyśle się skończyło. We wtorek, chyba mogę już powiedzieć ‘tradycyjnie’, lenistwo i bumelowanie rozpoczniemy wyjazdem do Dębin. Z old kru /pisz ‘old crew’/ brakuje jedynie/aż – wedle uznania, dwóch osób. Jakoś ten brak nie powoduje we mnie większego zmartwienia. Coś się kończy, coś się zaczyna.
Znowu ten błogi stan, gdy niczego mi nie brakuje. Jedyne, co mi troszeczkę psuje atmosferę, to źle przycięty drut od aparatu wżynający się w mój policzek. Ba, ale co to dla mnie, nie takie bóle i męczarnie się znosiło.
Nie zapominam napisać o Nim. Plącze mi się w myślach, ale zastanawiam się, jak, co i po co napisać. Jest przy mnie, gdy Go potrzebuje, jest zawsze. Wiem, że minie, oboje to wiemy, bo niestety oboje jesteśmy pieprzonymi realistami.

Idąc przez ulicę wiecznie słyszę krzyczące na dzieci kobiety. ‘Zamknij się, bo nie pójdziesz! Do domu pójdziesz, nigdzie nie pójdziesz!’. Aha, ale o co chodzi. Potem rosną idioci, jąkały, nadpobudliwe istoty i albo inne stworzenia, których nie da się opisać. Władza leży w twoich rękach rodzicu. To by chyba było na tyle.

Dopisane 2005-06-25 – 00:27:47
Kompletnie nie wiem co ze sobą robić. Pierwsza rozmowa przerwana i zakończona Jego słowami ‚jesteś dla mnie wszystkim’.Nie miałam nawet siły odebrać kolejnego telefonu.Miłe,ale zobowiązujące.Krótkie,a wyssało ze mnie całe powietrze.Zdolne z Niego stworzenie.Nauczył mnie już paru rzeczy,że to,iż jestem po kąpieli i w piżamie,nie jest żadna wymówką,by wykręcić się od wieczornego spaceru,
fakt,że moja mama aby zajechać po chleb do sklepu, musi mieć to wcześniej zaplanowane,dobija mnie,
nie ma takiego zjawiska jak ‚nie da rady’ czy ‚nie można’,wszystko można.On mnie utwierdza w przekonaniu,że gdy nie ma rozwiązania nie ma problemu.Czuje,że to z Nim mogę stworzyć to niewyobrażalne ‚coś-idealne’,bo oboje często nie widzimy granic możliwośći, bo ich chyba tak naprawdę nie ma.
Czasem to wszystko ze mnie ulatuje i przychodzi myśl,że przecież tak bardzo nie chciałam mieć nikogo ‚na stałe’,a Go nie da rady traktować jako przygodę,przecież ustatkować miałam się dopiero po trzydziestce, a nie dopuszczam wyobrażeń o końcu między nami.
Za dużo nad wszystkim myślę.Zastanawiam się,czy wspólne śniadanko to nie za wiele,przecież niedługo to się może skończyć,może to trochę za szybko,zaprosić Go na kolację?A jak coś źle powie i rodzina obdaruje Go mroźnym spojrzeniem…a jakby tak po prostu wziąć Go za rękę i iść i nie myśleć,co może być.Nie potrafię, narazie.