że sama chęć napisania nic nie daje żadnego efektu. W związku z powyższym postanowiłam…no nie ważne, widać co widać – notkę napisałam.
Zabierałam się kilka razy za wklepanie moich ekscesów w klawiaturę, ale wena ma to do siebie, że znika co najmniej sześć razy szybciej niż się zjawia. Aha, odnalazłam skrawki moich przemyśleń…

08-05-2005 02:12
Chciałam zacząć słowami ‘siedzę i myślę’, ale to jest tak oklepane, no i co do orzeczenia w zdaniu nie byłabym taka pewna. Więc…głowę mi zaprzątają słowa ‘nic nie jest idealne’. zawsze jest jakieś ‘ale’. Czując, że jest świetnie, wszystko idzie bez większych problemów tylko czekam, kto kiedy i jak to przerwie, gdzie i co wybuchnie. Teraz zaświtał mi pomysł…a gdyby tak stworzyć coś idealnego? Z resztą, czemu tak z góry zakładamy, że nic nie jest idealne, nie analizując nawet wszystkiego po kolei. Widzę figurkę przedstawiającą korpus mężczyzny. Ok., nie jest idealna – bo martwa, tak stwierdziłam. Kartka z życzeniami urodzinowymi…wyprodukowana fabrycznie, fe. A świeczka? Czemu nie świeczka? Spalona, troszeczkę, ale to jej nie ujmuje uroku. Sztuczna, ona jest sztuczna. Na razie koniec rozważań na ten temat. Na razie.
„Miłość jest jak cień człowieka, kiedy ją gonisz, ucieka, kiedy uciekasz, to goni”
Przeminęły z wiatrem chwile, co ja mówie, lata, kiedy to tak bardzo zależało mi na odnalezieniu tej drugiej połówki, prawdziwej miłości, pokrewnej duszy płci przeciwnej. Teraz, teraz na myśl o tym, że ktoś mnie pokocha, że On co gorsza może mnie pokochać, dusi mnie, dusi mnie to wszystko. Ciągle próbuję odnaleźć ten moment, gdy udało mi się uodpornić na bodźce, typu potrzeby nie-fizyczne. Dobrze mi z tym? Tak, dobrze. I to jest najgorsze. Czuję, że zatracam coraz więcej z tej czułej ‘istoty’…

Stwórzmy więc cos idealnego…

Wiele mogłabym opisać, ale wadzi mi jeden problemik. Pamięć krótkotrwała i ja nie możemy się dogadać. Ledwo cokolwiek od niej zdołam wydusić.
Zeszły tydzień był przepełniony…szkołą, jak każdy inny. Wyobrażasz sobie, jakie życie byłoby nudne bez niej?! Ludzie by się nie kłócili z rodzicami, mniej ludzi by się wieszało, nadmiar wolnego czasu, praktycznie zero obowiązków. Maturzystka powiesiła się na Bismarcku. Tam pewnie z racji tego, że to takie ‘dark’ miejsce w naszej wiosce. Ku chwale mrokowi. Może tez dlatego, że tam tak cicho, spokojnie i nikt by jej nie przeszkadzał? Z V albo III lo, czyli z mojego, lub sąsiedniego.
Nagły Atak Spawacza ‘Aleja nr 6 grób nr 4’
Niezłe wyczucie ma ten winamp.
Wczorajszy dzień o dziwo, był urozmaicony. Pobudka o 8, po 9 już byłam już pod WOK’iem. Od 10:30 próby parkietu, no i nasza ‘generalna’. Trzy pomyłki. Zdarza się. Nikt nie raczył mnie poinformować, że przed samym występem odbyły się jeszcze dwie próby w ciągu tygodnia. Potem czekanie, do 14:15, bo o tej godzinie miał wystąpić nasz zespół. Nie miałam ‘tremy’, tańczę, bo lubię , niekoniecznie umiem, a na konfrontacjach znaleźliśmy się nie z mojej winy przecież. Wydusiłam drugą próbę…generalną? Zawsze żyłam z myślą, że generalna jest jedna, no nie ważne. Brak pomyłek. No ok, chyba nie będzie źle. Nikogo ze znajomych miało nie być. On w Sopocie, Kasha na swoich próbach ffffleciarskich, Beathis zajęta swym szczęściem.
Zajęta rozgrzewką, profesjonalną – przy barierkach, usłyszałam, że ktoś mnie woła. O, Ania.
- ?
- Marta, K od ciebie z klasy przyszedł!
- ?!
Nie da rady, przecież go… go nie ma w mieście. Liar. Podskoczyło mi ciśnienie, no i złapała pani tremka. Przecież to pewne, że się pomylę. Jeszcze 2h, może zdążę się uspokoić. Tremy nie było, za to dwie pomyłki, co gorsza zarejestrowane przez K.’ową kamerę.
Po całym ‘zamieszaniu’ wróciłam do domu, ok. 16, nie czekałam na wyniki.
Odwiedziła mnie Camylla zaopatrzona w Gingers’y cynamonowe, mmm, no dobre. Odwiedziłyśmy Monte Christo, gdzie serwują najlepsze hamburgery, potem piesza wycieczka do domu a w jej trakcie gwóźdź programu – dwie bułgarskie Feminy. Spalone, ostatnie. Płaczu nie było, tylko kupa wspomnień z wolnego państwa Bułgarii, ah i oh. W domu dołączył do nas On, chociaż nie uważałam tego za najlepszy pomysł, ale nie było aż tak źle. Jeszcze razy wyruszyłyśmy po smakowe piwka i wieczór zakończyłyśmy ich wypiciem.
Zero głębszych refleksji, a to wszystko przez pamięć, bo tydzień był nimi przepełniony, jednak konkretów nie potrafię wyłapać. Może się zassać w hydrosferę? Powinnam, kiedyś trzeba poprawić ta nieszczęsna 2, psującą image dwóch 5…bez komentarza. Jeszcze tylko raz obejrzę pokaz, może ze dwa. Były tak świetne zespoły, nie byłam tego świadoma, że tuż obok mnie, w moim, powiedzmy – mieście są tak utalentowani ludzie. Jeszcze długa droga przede mną.