martha blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

komplementów, nie cierpię gdy ktoś oprócz mnie i moich ‘dwóch drugich połówek’ jest ze mnie dumny. Może po prostu nie jestem w stanie z uśmiechem znieść słów pochwały, bo nie jestem do tego przyzwyczajona?
Nic i nikt nie jest mi więcej do szczęścia potrzebny /pomijając domowników/ niż K.,B.&K., więc scenariusze są dwa – albo zostanę starą panną albo lesbijką, jednak drugą opcję śmiem wykluczyć, bo jak wiadomo ludziom rozgarniętym, homoseksualizmem nie idzie się w żaden sposób zarazić w pojazdach komunikacji miejskiej a z ów oryginalnością się rodzi. Wiecznie potrzebująca obiektu, który zaspokoi wszystkie inne potrzeby niż psychiczne odnajdując samca rezygnuje czując przesyt samą jego obecnością, wręcz duszności doznaję. Tak w kółko, monotonny cykl, którego w pewnym momencie nie zniosę i doprowadzę do samozapłonu lub pęknięcia opakowania gnieżdżącego moje jakże głębokie i oryginalne ‘wnętrze’. W tym momencie oczywiście sama wybucham śmiechem. Tak, to lubię, gdy ktoś na poziomie mnie rozśmiesza. Właśnie, śmiech sensem mego życia, bez niego ani rusz.
Kobieta rozbawiona, to kobieta zdobyta
Jestem w stanie przychylić się do tych słów wypowiedzianych przez znaną, kochaną, lubianą, naśladowaną,/ bla,bla,bla…/…, aktorkę Annę Korcz w trakcie wywiadu z kabaretem ‘/My –tam, wy –tu, ale/Ani mru mru’. Oni mają talent. Potrafią wprowadzić w stan tak zwanego rotfl’owania, czyli po prostu tarzania się po podłodze wydając z siebie odgłos głupawego rechotu. Sama nie cierpię sytuacji, gdy mówiąc jedno, głupie i przemaglowane przeze mnie słowo rozbawia wszystkich ,tylko nie mnie, w trakcie czego muszę siedzieć i udawać ‘świetnie – się – bawiącą’. Odnośnie do tego, że kocham śmiech. Uwielbiam jego podejście do mojej osoby, cenię to, jak mnie traktuje, ale ja nie jestem ani jedyną osobą na świecie, ani pępkiem świata swojego, ani jego, dlatego też liczy się dla mnie jego podejście do ogółu, a tego nie znoszę.
· przytula, delikatnie traktuje, szepcze…
· wymądrza się, chce się ‘pokazać’…
ostatnie niekoniecznie mu wychodzi.
Miło, że ktoś traktuje mnie jak skarb, jakbym była kamieniem szarym, a kolor szary zagrożonym gatunkiem, ale bez przesady. Za bardzo ogrzewany kamień skumuluje całe ciepło, a potem poparzy, niechcący, z gorąca. Ten akurat ‘kamień’ może poparzyć niekoniecznie tylko w dłonie. Dusi mnie to wszystko. Nie szukam w płci przeciwnej matki, siostry, te mam i cenię. Chcę tego stanowczego, z wyczuciem delikatnego ciepła, którego każda z nas, bez wyjątku każda potrzebuje. Za to mam kogoś, kim chyba jedynie mogę się opiekować.
Ubóstwiam amerykańskie seriale z sarkastycznym i ironicznym humorem. Nobla za odkrycie możliwości przedstawienia życia w ten sposób, Oskara za całokształt. Nagrodzić, jak najbardziej.
Ave tvn7, nothing more.
Podsumowując : rodzina + psiapsióły + wolność = szczęśliwa ja.
Nie wiem czemu, ale rodzina psuje mi wizualnie ten schemat, jednak sumienie nie pozwala jej usunąć.
Nadmiar psuje szczęście, jako dziecko chyba nie byłabym w stanie sobie wyobrazić, że o jedną zabawkę więcej może doprowadzić do płaczu, a jednak. Kolorowy, blady, z szyderczym uśmiechem pajac mógłby wywołać lawinę wrzasku.

Zapewne

5 komentarzy

niewiele osób doceni ten jakże okazały cud, którym jest dzisiejsza pogoda. Wczoraj przecież jeszcze prószyło i zapowiadało się na dłuższe oczekiwanie wiosny. Niby nic wielkiego, ale wraz z datą dokładnie 21 III przyszła wiosna. Dla mnie to jest ‘coś’, to drobne szczęście, które zbierając
Gdybym miała chociaż te cztery, pięć lat mniej pewnie już bym się bawiła na dworze, a tak to…pójdę zapewne spać.
Śpię, śpię i jeszcze troszeczkę śpię. Zero z tego korzyści, bo i tak jestem wiecznie zmęczona, cholera wie czym. Aktualnie oczy zamykają się bez mojej zgody. Tak w kółko – sen, zmęczenie, sen, zmęczenie. Jak ja mam żyć? Multum planów, zero chęci i sił do realizacji. Chyba jedynym sposobem jest zarzucenie sobie jakiegoś kwasku, na rozpęd, bo tak dalej nie wyczymię.
Na początku roku, szkolnego oczywiście, o dziwo zebrałam się i chcąc coś ze sobą zrobić zapisałam się do dwóch grup tanecznych, z czego jedna nie wypaliła. Po pół roku telefon z zawiadomieniem, iż jednak zespół został uformowany z pytaniem, czy nadal chcę do niego należeć. Pewnie, czemu nie. Skoro w jednym mnie nie widzą, to może w drugim zostanę zauważona. 22 mamy tańczyć na jakimś MOS’ie, cokolwiek to jest. Ciekawe, na przygotowanie układu mamy niecały miesiąc, czyli jakieś cztery weekendy. Ha-ha-ha. I to by było na tyle.
Chciałam zmienić szablon, ale samo chcenie nie wystarcza, a szkoda.
Wiele myśli, zdań, słów kołacze się w mojej głowie, ale w większości przypadków albo nie wiem jak je skleić i przelać tu albo nie widzę sensu by to robić.
So what can i do?
Kończę.

każdej się to marzy, by odprowadził pod same drzwi, by pamiętał przy tych szczególnych okazjach, by był gdy tego potrzebuję…więc czemu ja znów nie potrafię się z tego cieszyć? ‘Normalka’, do której nie przywykłam. Marzenia się spełniły, a jedyne co odczuwam to zakłopotanie i chaos. Brak celu, to tak nagle uderzyło – brak, bo zamierzone zostały osiągnięte. Dowód, że jednak wolę brak spełnienia, smutek przez obcowanie z niedoścignionym. Cholera, co się dzieje. Mogę gdybać, czy ‘to’ co mam, to mój cel i sens życia, czy po prostu przypadek. Czy mam walczyć, czy odpuścić? Jedynie dziś usłyszałam stokroć razy ‘daj sobie czas’, teraz decyzja należy do mnie, co z tymi słowami zrobię… [przerwa…]

myślałam o wszystkim, o tym całym życiu, o zmianach. Dzisiaj szczególnie o tych zmianach na lepsze. Zorientowałam się, że mam wszystko, teoretycznie powinnam być szczęśliwa, jednak w tej utopii coś nie pasuje. Kocham je, bo są mi najbliższe. Co prawda nie koniecznie mają takie same podejście do sprawy jak ja, przynajmniej jedna, ale pomimo wszystko cenię ją i traktuję w duchu jak skarb. Zauważyłam, że jej nawet niemiły stosunek do mnie, jej może niewdzięczne obchodzenie się z moją osobą, nie robi na mnie większego wrażenia, a mój stosunek do niej się nie zmienia. To tak jak z siostrą, możemy się wyzywać, ranić i rujnować nawzajem nastrój, ale to nic nie wnosi w nasze kontakty, bo i tak na zawsze będziemy siostrami, co wiąże się z przymusem kontaktu. On stał się jakby moim przyjacielem chociaż nasze rozmowy niekoniecznie na stopniu koleżeńskim się zatrzymują. Obawiam się tylko, że tak jak większość przyjaźni damsko/męskich przerodzi się to w coś innego, coś, czego nie chcę. Materialnie nic mi nie brakuje, psychicznie… może tylko więcej akceptacji ze strony niektórych i może odwzajemnienia moich uczuć do tych, których odważyłam się nazwać przyjaciółmi. Więc o co mi chodzi? Rozmawiając z B. powiedziałam, że mam te jedynie puste pragnienia, bo rzeczywiście uwielbiam bliskość z osobą, którą nie tylko lubię, z którą czuję się bezpieczna, jednak nie chcę znów zakładać sobie smyczy na szyję, nie chcę plątać się w stałe związki, bo wiem, że to się skończy, a koniec niekoniecznie musi być słodki i uroczy. Pomimo tego uczucia sytości nie towarzyszy mi spełnienie, wciąż obcuję z tą przeraźliwą wewnętrzną pustką, która siedzi gdzieś tam głęboko. Nie chcę pewnego dnia otworzyć oczu i powiedzieć dzieciom, że pragnę by doszły do czegoś w życiu, by spełniły się w tym, czego pragną, bo ja tego nie doświadczyłam. Nie chcę stracić tego, podobno, jedynego życia na nic nie robieniu, na nie dokonaniu niczego, tym bardziej dla siebie. Pragnęłam mieć kogoś, z kim mogłabym wieczorami przechadzać się i cieszyć piękną, zimową pogodą. ‘Mam’ Go, ale co? Zero chęci do tego paskudnego spaceru. Zmarnować szansę jest tak łatwo, a odnowić ją graniczy z cudem. To jedno z tych zdań, które wciąż pamiętam, a nic z nim nie robię…

dni wystarczy drobnostka by następne pare godzin wypełnione były łzami.Wystarczy też nieprawidłowy ruch by wywołać lawinę bólu.Wystarczy nic,by świat się zawalił.
Pieprzony kot.Niczego tak nie kocham,jak jej.Rozumiem,zwierzak,istota mniej rozumna,ale czemu musi oddawać to swoje żółte ‚coś’ na ulubione rzeczy domowników?Może to ja jestem mniej rozumna,bo tego nie pojmuję,a to ona grandzi mądrością,bo ma cel w niszczeniu mojej własności.Wczoraj była wojna,co prawda bez słów – marta vs. mama.Kicia z miłości nalała do nowych butów.Wstawione został do łazienki,bo to jedno z niewielu miejsc,gdzie kot nie wchodzi.A tu co?!Otóż zonk.Wojna wybuchła z tego powodu,bo wiadomo,że gdyby mnie nie było,kota by już dawno oddano.Meble bez obicia,dwie kuwety na przedpokoju,biały dywan,czarne ubrania z białą sierścią.Długo jeszcze możnaby wymieniać jej zasługi.Kocham kota,powiem to nawet z dumą i głośno.Może śmieszne,może żałosne,ale tylko dla tych,którzy nie mają o tym pojęcia,czyli zapewne dla większości.Nieważne.
Jestem materialistką,wypowiadając te słowa już mnie nie rozpiera ta duma,a głos raczej cichnie.Denerwuje mnie fatk,iż sprawienie nowej rzeczy napawa mnie cholerną radością i nawet zaspakaja głód.
Notka pisana nerwami bardziej,niż palcami.Jutro zapewne zostanie skasowana.Być kobietą to niekoniecznie taka fajna sprawa.Np.na w-f’ie z B. odbywamy raczej ‚męski’ wf.Oni grają w nogę,a one?Koszykówka polegająca na przepychaniu się i mordowaniu pazurami,bleh.

Notka bez początku i zakończenia,pisana z chęcią wyładowania wewnętrznego bezsensu


  • RSS