martha blog

Twój nowy blog

bo tak to się teraz nazywa i rozróżnia – na czytelnię, gdzie dzieci mogą tańczyć do głośnej muzyki, Ty możesz pisać na [nie]swoim sprzęcie, czy przeglądać internet, możesz wypić kawę ze znajomymi, przeczytać książkę (zdziwko, nie?) i cicha czytelnia, gdzie pomruki, i teraz widzę, że moje ciągłe stukanie w klawiaturę, są niemile widziane. Psst…odgłos otwieranej puszki – w naturalnych warunkach ludzie rozglądają się kto ma browca? A tu ani drgną, są tak przyzwyczajeni, do pochłaniania energetyków, które posiada zazwyczaj co druga osoba. Żeby przełożyć materiał z polskiego na „swój” i jeszcze go pochłonąć to jednak trzeba mieć tej enerdżi.

No dobra,pani z dziekanatu zmieszał…a o tym nie pisałam. No to ciąg dalszy historii. ‚Przypominam, że ostateczna decyzja należy do dziekana wydziału„. No dobrze,to dzwonię umówić się z dziekan „Dzień dobry, nazywam się Tak Szybko Żebynieazapamiętała, jestem studentką psychologii i chciałabym się umówić z dziekan w sprawie przedłużenia pobytu na wymianie Erasmus…” „ale takie sprawy to z Xy Z…”. Ok,no to dzwonimy. Bez problemu, pan trochę chyba zdziowiony,ale ja i pozytywny głos jesteśmy umówieni na 31.,bo później się nie da. No to teraz telefon do biura wymiany – mówili,że ostateczna decyzja należy do dziekan wydziału,a mnie odesłano w inne miejsce.Normalka, każdy mi dokładnie opisze, jak ma wyglądać procedura. Tylko,że u każdego ta sama wygląda inaczej. No i tu się zaczęło. Oprócz tego, że ja pani wiedziała o wiele lepiej,co ja wiem, to wszystkie moje dobre chęci w ustach owej pani brzmiały jak plany maniaka w apogeum napadu.Mimo,że tu nikt nie widział problemu w podpisywaniu papierów od ręki(które sa największym problemem,bo mogą nie przyjść przez 2,5 miesiąca i moge sie nie obronić),na mojej uczelni ‚przecież to by było zupełnie bez sensu,gdybyśmy obcej uczelni narzucali swój szablon,proszę pomysleć”
8.W terminie dwóch tygodni od powrotu do Polski ze
studiów za granicą studenci zgłaszają się do BWZS, aby przedłożyć
konieczne do rozliczenia dokumenty – oryginał „LA”, Transcript of Records (wykaz zaliczeń z uczelni partnerskiej) oraz potwierdzenie czasu pobytu w uczelni zagranicznej. Raport studenta (ankieta) składany jest wyłącznie on-line i wysyła się go bezpośrednio do Agencji Narodowej Programu ERASMUS.
…kto by pani dał to do ręki?‚.ci z którymi się umówiłam?
„Ale skąd pani to ma,przecież to wszystko elektronicznie się wykonuje„.http://www.ug.edu.pl/pl/info_dla_stud/wymiana/?tpl=erasmus/studia
Ale to tylko pani drukuje jako wykazd zaliczonych przedmiotów na uczelni macierzystej!
Jasne chyba już jest w tym momencie,że to walka z wiatrakami. Podziękowałam za wszelkie informacje, łącznie z tą,że dobrze wiedziałam,że postanowienie o braku możliwości przedłużenia pobytu dotyczy każdego ostatniego roku. Na pytanie czy to brak dokumentów na czas jest problemem usłyszałam ‚nie tylko‚.
Najbardziej mnie wkurzyło to,że naprawdę pani udało się mnie wytrącić z równowagi, bo po odłożeniu słuchawki cała nadzieja odpłynęła. Już pogodziłam się z myślą,że wracam na drugi semestr do PL.I dobrze mi z tym,tylko ta myśl,że to wszystko przez jedną osobę,która miała na celu zniszczyć to,o co walczyłam przez miesiąc. A więc pogodzona z losem kupiłam bilet na 29,jak już wiadomo,to zostanę jak najdłużej się da.Mimo,że wciąz byłam umówiona z tutorem na ułożenie mojego planu na drugi semestr :D następnego ranka otrzymałam mejla z uczelni goszczącej…że rzeczywiście,w zeszłym roku mógł być z tym problem,ale w tym nastąpiły zmiany i teoretycznie wszystkie formalności są dokonywane dwa m-ce wcześniej przez brak egzaminów we wrześniu. O losie. Jak mnie to wszystko rozbija,co moja decyzja,to ktoś mnie spycha ze ślizgawki, co się udaje uzyskać pomoc, to nagle się okazuje,że i tak bez sensu,potem światełko nadziei,ale wydaje się,że już po ptakach. I tak w kółko, jestem zmęczona. A to nie koniec,dzisiaj nastąpił zaskakujący ciag dalszy,mimo,że wczoraj już chciałam wykupywać Grupony w Gdańsku,żeby sobie jakos czas urozmaicić.I znalazłam taką tanią ofertę do Paryża….

…jestem panią z dziekanatu” :D
Jedynie z szacunku i wdzięczności do pani Ani S.,która jako jedyny
człowiek na świecie wyciąga jednak rękę po podania w środy i przyjmuje
po 13 chociaż dla studentów jest od 10 :D nie dołączę do grupy.
Różne rzeczy dzieją się na uniwersytetach, ale okazuje się, że można
wyciągnąć jedną stała – absurd. Wszechobecny na każdej polskiej uczelni,
z nadmiarem i słatym przyrostem na UG. Upewnił mnie o tym blog
http://www.uganda-embe.blogspot.com/ i jednocześnie zainspirował do
podzielenia się moją historią. Każda niby o tym samym, ale jednak
unikalna w swoim przebiegu!
Otóż w listopadzie z okazji przebywania na Erasmusie (wydawałoby się,że
wszyscy)studenci naszej uczelni otrzymali informację odnośnie
ewentualnego przedłużenia pobytu. Przeleciałam wzrokiem po pliku,
ponieważ nie byłam zainteresowana. W grudniu jednak sprawdziłam datę, do
kiedy można podjąć decyzję na temat kolejnego semestru. I oto objawił
się komunikat,że mam jeszcze mnóstwo czasu i do końca stycznia mogę się
zastanawiać! Pryeczytałam więc DOKŁADNIE regulamin i jako że mogłam, to
podążyłam za nastawieniem ¿por qué no?. A więc pierwszy krok mejl do
koordynatorki, z okazji, że namieszałam wolałam się upewnić, czy w mojej
sytuacji w ogóle mogę o takim zaszczycie pomyśleć. Główny wymóg to
zgoda promotora. No to piszemy do promotora. Wielkie zaskoczenie, że
ciągle nie moge poznać mrocznej strony profesora o którym mówi już na
pewno cały kraj a może i świat. Zdaje mu się to być obojętne, za każdym
razem odpowiada, że nie wie co jego zdanie ma tu do rzeczy. W kolejnym
mejlu tylko się upewniłam, że otrzymam jego zgodę na papierze(przeciez
nikt mi na słowo nie uwierzy) i po życzeniu mi powodzenia sprawa z
promotorem zdawała się być zamknięta.
Chuja tam, przepraszam, wymsknęło mi się.
Tu otrzymałam instrukcję jakie kroki uczynić, żeby móc zostać. Tutor –
biuro wymiany – koniec.Więc w przyszłym tyg. idę się zobaczyć z tutorem w
celu dopełnienia formalności. No ale dobrze, tu się zgodzą, tam może
się zgodza, ale na pewno będą chcieli potwierdzenia. Więc piszę do biura
wymiany, jak ma wyglądać zgoda ze strony uczelni goszczącej. I tu
zaczynają się schody..albo raczej przypomina to wchodzenie po
ślizgawce,oblodzonej w dodatku.Zgoda ma być pisemna, o treści
dopasowanej do indywidualnej sytuacji studenta,ALE! „Przypominam jednocześnie, ze zgodnie z ustaleniem
podjętym przez koordynatorów w listopadzie 2011, w tym roku nie ma
możliwości przedłużania pobytu studentom realizującym wymianę
ERASMUSA na ostatnim roku studiów.
„.Słucham? Halo?
Po kolejnym mejlu okazało się, że ja Marta Joanna, studentka V roku
jednolitych studiów magisterskich między wierszami także jestem gdzieś
zaliczana do podpunktu pierwszego tj.”Zgodnie z postanowieniem podjętym 04 listopada 2011 na spotkaniu
Koordynatorów Wydziałowych/Instytutowych ERASMUSA oraz Dziekanów
wydziałów UG z możliwości przedłużenia pobytu na kolejny semestr nie
mogą skorzystać studenci III roku studiów pierwszego stopnia i II roku
studiów magisterskich
„.
Żeby nie było niejasności pani dodała iż postanowienie to obejmuje Absolutnie
wszystkich studentów, którzy będa się w tym roku musieli bronić. Aha, o
to chodzi. No ale wrzesień tez po coś wymyślono? Więc akcja
orientacyjna(w międzyczasie setny mejl do biednej pani
koordynatorki,której moje nazwisko zapewne będzie się śniło po nocach)co
z tym wrześniem. Informacja z dziekanatu – osoby z Erasmusa mogą bronić
się we wrześniu w wyjątkowych okolicznościach(tj.np. z powodu
nieotrzymania wszystkich dokumentów na czas).No to spoko,nie? A więc
kolejny mejl do koordynatorki, skoro jestem sobie Erasmusik, to piszę
takie podanko, że ja tu zostaję i bronię się we wrześniu. I email z
poniedziałku, którego treść w skrócie dotyczyła tego,że pani koordynator
właśnie wróciła ze spotkania,na którym właśnie ustalono,że właśnie w
tym roku wszystkie prace magisterskie mają być złożone…do 24
czerwca.Dodatkowo potrzebuję zgody nie tylko na wyjazd(która za
pierwszym razem wystarczyła) ale na REALIZACJĘ magisterki na
wyjeździe.Więc kolejnym było stwierdzenie pani koordynator,że w tej
sytuacji jest raczej niemożliwa zgoda dziekan,abym wyjazd przedłużyła.
Więc mój pobyt w lutym jest tu niepewny. Więc…jak to rozplanować,
przyjazd mamy odłożony, więc zabieram się stąd sama, co jest niemożliwe,
ale to najmniejszy problem.Skoro mogę nie wrócić, to musze wszystko
zaliczyć teraz – ostatni egzamin 23 stycznia.Więc wracam
później…pierwszy znośny cenowo lot – 26.01…więc do dziekan mogę
iść….ufff…31,więc jak wróżka obsypie mnie magicznym pyłkiem i
zastanę dziekan i dostanę zgodę,to zdążę tego samego, ostatniego z
możliwych, dnia donieść świstek do biura wymiany.
Zatoki mnie od tej historii rozbolały.
Albercik!!!!!!!!!!Wychodzimy!

Co się obrócę to zmieniam zdanie.Wchodzę do łazienki i myjąc zęby jestem pewna,że wracam do PL,przecież tu jestem w stanie podejrzewać się o kwitnąca depresją
Przerywnik – dzisiaj koleżanka Kamienochą zwana,podczas moich nieustannych rozmyślań ‚what to do’ umiesciła taki oto znak z niebios:
‚Gdzie Bóg nas posiał, tam mamy kwitnąć.’

:-D
Ktokolwiek,jakkolwiek,jak to zobaczyłam to aż się zaśmiałam.To miał wyczucie ten typ no,co go Przypadkiem zwą.
Jednak znowu za każdym razem będąc po piwku…jestem pewna,że zostaję ^_^ dzisiaj jeszcze Karolina,która mnie tak dobrze przygotwała do tego wyjazdu namawiała,żebym została,bo ona żałuje,że nie mogła.
Na tę chwilę – zostaję.W głowie mam zawieruchę,niczym taką jak słyszę zza okien(drewnianych,więc pewnie każdą lekką bryzę bym słyszała..)jak zorganizować transport kilku,niezbędnych na dłuższa metę rzeczy,nie obciążając łapek mamusi,któła mnie odwieeedzi :>~
Idę spppp…oglądać hausa…

+/-

Brak komentarzy

W Polsce będzie mi łatwiej zdać przedmioty, co daje w efekcie zaliczenie roku.[+]
Niby polska plucha nie jest dla mnie minusem.[nie robi?]
Wszystkie miejsca i ludzie,którzy sprawiają,że czuję się jak w domu.[+...+++++++++++++++++++++]
Brak stancji,znowu trzeba będzie szukać nowego miejsca,przyzwyczajać się bla bla…[-]
W sumie to wracam do jednej osoby w Gdańsku,reszta niepewna albo w innej części PL,więc na to samo wyjdzie,czy jestem tu,czy tam…[znowu nie robi?to po co wspominam,przeszkadza mi w obliczeniach :-P]
2x [+]
1x[-]

W Hiszpanii…dopiero do ocenienia,czy rzeczywiście polegnę,jak czuję,czy może dadzą mi ulgi,o których wspominali,że nie dadzą :-P[+/-]
Ta pogooda ^_^ nie dochodzi do mnie,że dzisiaj 07.01.2012 piłam przed kawiarenką(znajdującą się z resztą tuż przed moim blokiem)cafe cortado siedząc w krótkim rękawku.[+]
Szukanie nowego miejsca,ale to trochę na plus,bo mieszkanie tu mnie nie satysfakcjonuje w pełni.Problemy ze współlokatorami jak w każdej części globu, a ten pokój mnie dobija.Tu się dopiero czuje,co znaczy brak przepływu energii,bnie wierzę,że to mówię ;-P [-]
Nie wiem jak to długo potrwa,ale są tu osoby,do których mogę się zwrócić.Nie wiem też,jak mocno je bym męczyła swoimi problemami, ale wiem,że są.Na razie.No i trafiłam na osobę,którą łatwo zmotywować do akcji,co z okazji motywuje mnie.To jakiś plus?[+]
Umieram z tęsknoty i bezradności! [--------------------------...]
Na szczęście dzisiaj wiadomość o powrocie towarzyszki jakoś mnie popchnęła do wstania…zrobienia zakupów i ponownego siąścia :-P
2x[+]
2x[-]
Je tam,nic mi to nie dało.A sobie przypomniałam,że miałam odłożyć ten problem do egzaminów.
Dupa dupa dupa.

ale jaja,miałam pisać,a tu patrzę ostatnia notka z września :P

Tak jak przez cały czas wyczekiwałam legendarnego momentu w którym poczuję,że chcę tu zostać.Bo chyba każdy wiedział,że nadejdzie?U mnie trochę się odkładał w czasie,ale przyszedł.Gdy pewnego dnia wracając z miasta poczułam,że mi tu dobrze – chodzę na ściankę, znalazłam grupę taneczną, w której świetnie się bawię, a na wykładach(              jak już na nie doszłam…)to byłam na prawdę zainteresowana, a nowi,ciekawi i nawet niektórzy chyba zasługują na miano wspaniałych,ludzie zjawiają się z zadowalającą częstostliwością.Wystarczającą w każdym razie(jaki durny wywód na temat tego,że szybko spotkałam nowych przyjaciół?!).No ale tak – ściankę zamknęli,płacić za tańce dla zabawy to tak średnio ekonomicznie,a ludzie,jak to w każdej części świata,o czym nieustannie kolejne osoby mi przypominają,zjawiają się i znikają.Duża przewagą tu jest pogoda,chociaż nie ukrywam,że czasem mnie drażni,że co wyjrzę przez okno,to widzę błękitne niebo i niemiłosiernie jasne promienie,które jednak nie docierają ani do okna, ani do asfaltu na ulicy,przez tą cholerną,gęstą zabudowę…znowu mi pogoda jakoś nigdy nie robiła większej różnicy,chyba,że potoki płynące po chodnikach uniemożliwiały wyjście z domu.Ale w moim życiu chyba nie było takiego momentu?W PL za to miałabym zapewne łatwiej z zaliczeniem.Niestety, co się okazało,wbrew zapewnieniom koleżanki(której bardzo dziekuję za pozytywne nastawienie,relacje i przygotowanie mnie na tą wycieczkę,bez którego chyba bym zginęła w tym gąszczu?)nie mam taryfy ulgowej jeżeli chodzi o egzaminy(‚pracę pisemną/po angielsku?nigdy tego nie robiliśmy,żeby ktoś pisał inną wersję,zawsze wszyscy mają taką samą…’ ‚wydaje mi się,że nie mogę egzaminować pani przed ustaloną datą egzaminu’).W głowie pojawia mi się obraz triumfującej koordynatorki z pogłosem diabelskiego śmiechu,która mówi ‚a nie mówiiiłam!!!’.Chociaż z drugiej strony gdzie moje podejście,że jakby co,to po prostu wrócę na poprawę?Aha…bo nie wiem jak tu jest z poprawami :-P To jest właśnie główny problem,że ja nic,kurwa,nie wiem.Nawet nie wiem,czy mam się uczyć.
I nie chce mi się dalej pisać,a z drugiej strony szkoda kasować,więc publikujemy

Już nie wiem

1 komentarz

czy na prawde sytuacje tutaj są takie komiczne czy ja po prostu
nieadekwatnie reaguję.Nie wiem czy jest sens przytaczać sytuację z
kebabem…znaczy jednym z Ahmedów,z którym mam j.hiszpański,bo kluczowym
chyba było widzieć jak nie mogłam zapanować nad śmiechem i w żadnym
języku przeprosić la profesory.Anyway tak w skrócie za zadanie mieliśmy
narysować swoje drzewo genealogiczne.Potem Sonia zbierała kartki i każdy
losował jedna z nich żeby  świeżo wkutymi słowami opisać jak ma na imię
czyj padre,jakie hijos ma tio kogośtam i z kim casada jest twoja
abuela.W ramach niejaności można pytać autora drzewka.No i tak zostałam
poproszona przez Ahmeda i zapytana czy moja mama to Janina czy
Zdzisław…dwa razy powtórzyłam,że Zdzisiu to mój ojciec,bo kolega
przekonany był,że to jednak imię żeńskie.Podzieliłam się swoją radością z
Polkami i kolejne 5 minut trzęsłam się na krześle powstrzymując śmiech.
Może odreagowuję tydzień bez śmiechu? Dzisiaj usłyszałam kolejny żart
związany z językowymi faux-pas i różnicami kulturowymi.Nie wiem
dokładnie od czego się zaczęło,ale Magda nawiązała z kolegą Italiano
rozmowe nt.pewnego zwierzaczka,któregop posiada.Z jego wypowiedzi i
gestów wydedukowała,że przywiózł ze sobą sierściucha,chomika.Podczas
dalszego opisu stwierdziła jednak,że Italiano ma pasjonujące hobby i tak
na prawdę opiekuje się motylem!Dopiero gdy podczas dalszego opisu
zaczął gryźć koszulkę zorientowała się,że chodzi mu o mole,które ma w
szafie…
Jem,jem i…jem.W takich fazach zawsze sobie obiecywałam,że
na dniach ruszę z ostrym treningiem.Tylko,że tu nie mam pewności,że się
na niego załapię,a samodzielnie jakoś ciężko z motywacją.Nie to,że mi
tu jakoś specjalnie smakuje żarcie,bo wszystko wydaje się
przetworzone,jedynie mam jakąś większą pewność,że rośliny z warzywniaka
są świeże.Aha,miałam pisać,żeby zdawać relacje z życia w Hiszpanii,a nie
się rozdrabniać nad przemyśleniami.A więc z faktów – nie jest
drogo,zdaje mi się na ten moment,że jest porównywalnie jak w PL,chociaz
ciężko to przełożyć,bo ani nie przeliczę na złotówki ani ‚nie myślę’ w
euro,bo jak na razie wydawałam zamienione złotówki,co bardzo boli
widzieć jak 1000zl zamienia się na zaledwie 230 euro…Nt.wydatków
postaram się wypowiedzieć za miesiąc,mam nadzieję,że się trochę
ogarnę.Codziennie odwiedzam ‚Consum’a’ albo ‚Mercadonę’,takie tam
espańskie Biedronki/Lidle,ale z mniejszą różnorodnością produktów,tak mi
się wydaje.
Aaaaaaaa…uniwerek.Nie dokończyłam swojej matrykulacji,bo nie rozumiem
poleceń w formularzu :-P czekam aż współlokatorka będzie wolna i pomoże
mi uzupełnić.Na razie uczę się jedynie języka na kursie,ale ludzie na
około rzeczywiście zdają się być pomocni tak jak i kadra.Jak niektórzy
wiedzą nawet na facebooku dostaję bezpośrednie przypomnienie o
matrykulacji online,której nie mogę zrobić na Universitat Jaume I(dalej
zwany:UJI).
No to ten,what’s more…powinnam powiedzieć que mas….?:D nie chce mi
się nic w sumie,pewnie z powodu braku ruchu,chciałam jeździć na UJI
rowerem,ale nieeeeeeeestety,jeżdżę ze współlokatorkami samochodem.
Nic się nie dzieje w sumie,grzeje,ja się pocę,a jutro test.No to do pracy.

I tak sobie myślałam przez pierwszy tydzień.Nie ruszało mnie za bardzo
słońce, przed którym z resztą pół dnia i tak się chowałam,bo miałam
ochotę bić je po łapach,jak mnie dotykało. Co za dużo, to też niezdrowo,
mamusia zawsze mówiła…
Rozbita przymusem bezczynności czekałam na kolejny dzień i kroczek do
przodu w podróży przyswajania nowej rzeczywistości. Niczym Roszpunka
siedziałam w swojej przyciasnej komnacie zapuszczając warkocz. Chcąc
przywyknąć do
tego,że nie będę dzieliła kolejnego pół roku z Wami, tylko z Nimi,
którzy mam nadzieję też nie długą bedą ‚Wami’.Tylko weź się tu rusz,jak
nie ma cię kto popchnąć.Oj po raz kolejny czułam, że nie jedzenie i nie
woda mnie napędzają.Tylko Wy.
Przypomniało mi się też,jak w gimnazjum…liceum?w każdym razie
oglądajać DD Havana Nights marzyłam o Hiszpanii.Żeby tańczyć do muzyki
sączącej się po ulicach, na których życie toczy się 24/7, żeby rozmawiać
z ludźmi którzy na nich żyją, żeby wsiąknąć w całą tą rzezcywistość.I w
sumie jeszcze to do mnie nie dochodzi,że po tygodniowej burzy życia
okazuje się,że…dios mio,moje największe pragnienie się spełnia. Wczoraj
obserwując na plaży Hiszpana, który żąglował piłką jakby się z nią
dogadywał, wpatrując się w jego jasne oczy(śniadą karnację, krzaczaste
brwi, trzydniowy zarost,abs…)doszłam,tzn.doszło do mnie,że w końcu
zaczynam się cieszyć urokami Hiszpanii,do których tak mnie
ciągnęło.Spędzam dni na plaży,w towarzystwie ludzi,którzy bawią mnie do
rozpuku,a on płynie w moim tempie..Potem zorientowałam się,że właśnie gram w football, jestem z nim
w drużynie i przepuszczam bokiem piłkę, którą nawet mi podał. No
nic,następnym razem ;-P
Może
jutro nie będzie cudowne,ale wczoraj i przedwczoraj i zeszłych wiele dni
było i nawet to wystarczy. Jeżeli miałabym listę celów w życiu, to ten
pod hasłem ‚spełnienie marzenia’ byłoby odhaczone.
Nigdy
jakoś specjalnie nie spędzałam chwil na bujaniu w obłokach i odłączaniu
się od rzeczywistości. Cza działać.

Czas tu zdaje się płynąć w moim rytmie, a ludzie go ze mną dzielą, nie
każąc mi go zmieniać, dostosowywać. Jak nie dziś, to jutro, tylko nie
każ mi planować.

I tak oto dzięki Wam moja rzeczywistość to moje marzenie.
Tak tak,mówię o Tobie.

A teraz

Brak komentarzy

na spokojnie.
Zastanawiam się,czy nie zacząć od końca.A spróbuję.
A
więc okazało się,że takie załamanie pogody(po około 12 dniach pobytu w
ES zjawiły się pierwsze chmury w ilości przed-burzowej zasłaniając
momentami całe niebo nie jest normalne o tej porze roku.O ironio.A skoro
o niej mowa,to dzięki zaufaniu i chęci pomocy seniority Margo w
ostatnim momencie udało mi się załapać na wycieczkę do Montenejos.
A więc na 10 zbiórka na
Plaza de Independencia,najlepiej z 10 minut przed i jedziemy.No to
hop,skoro to 5 minut drogi ode mnie spokojnie wyszłam 9:45.Przechodząc
do ironii,nie wiem po co,bo mogłam sobie to darować,w windzie
poprawiając torebkę podskoczyłam…zatrzymując tym samym windę.Pierwsza
myśl to polskie ‚oczywiście,że mi się to musiało przytrafić’:-P druga
która na szczęście przychodzi częsot i szybko – spokojnie,poczekamy
chwilę.Po 5 minutach przyciskania guzików i braku reakcji pani windy
zaczęłam alarmować dzwoneczkiem.Po niespełna 5minutach zjawił się senor
espanol i gdy tuż po jego wypowiedzi uświadomiłam mu,że może mi równie
dobrze nawrzucać,bo go nie rozumiem zakończył ‚uno momento’,a więc
‚gracias’ i czekałam.Po kolejnej,zdaje się dłuższej chwili,zjawił się i
uratował z potrzasku.Wyszłam dziękując mu w trzech językach,przyznając
się tym samym do swojego,i spokojnie zdążyłam na zbiórkę.I oto właśnie
pojawiły się piękne chmury,które trochę podburzyły moje wyobrażenia tej
wycieczki,bo miałam okazję pooglądać fotorelacje z ubiegłych lat.Ale to
Hiszpania,gdzie słońce się chowa trochę na zimę,żeby nam w PL śniegu nie
roztopić.I ta myślą je rozwialiśmy.Wyjazd jak najbardziej
udany.Spędzony z Polskim team’em:) który przywrócił moją homeostazę
radości z życia.Nie,chronologicznie nie potrafię.Więc będe nawiązywać na
bieżąco.A więc Polaków wyczekiwałam jak dzieci Św.Mikołaja.A gdy się
zjawili to bez żadnego ale zaczęliśmy spędzać razem niemal cały wolny
czas.Nie służy to naszej praktyce języków obcych,ale trudno się oprzeć
spotkaniu w takim składzie,wiedząc,że NA PEWNO,ktoś będzie bliski
płaczu.Ze śmiechu oczywiście.Ciężko jednak to wszystko przełożyć na
jakikolwiek inny język(np.jeb,raszpla,gąsior?).Umawiając się z Magdą
przez telefon serce mi rosło słysząc j.pl. Ah ah.Wszystko to dlatego,że
mialam zaszczyt,doceniam,na prawdę,spędzić cały pierwszy tydzień w
towarzystwie native’ów.Z grona kilkudziesięciu kilka osób nawiąząło ze
mną dialog,a kilka potrafiło nie rozumieć ‚can I?’.Było ciężko.Słysząc
od Eli,współlokatorki,również pełnej krwi Hiszpanki,że ten tydzień był
jej najgorszym z powodu natłoku spraw,w którym z resztą miałam okazję
uczestniczyć,więc rozumiem,poczułam jeszcze większą więź między nami.Bo
na prawdę nie przypominam sobie w całym swoim
przedł(uuuuuuuuuuu…:D)ugim,bajkowym życiu tak ciągnącego się
dramatu,zakończonego z resztą załamaniem i wybuchem rozładowującym
emocje.Tydzień wyglądał mniej-więcej w ten sposób,że wstawałam i byłam w
pełni uzależniona od Eli,ponieważ jedyne co wiedziałam…to w sumie
nic.Nie znałam miasta,nie miałam internetu,ani numeru do jakiejkolwiek
osoby będącej na miejscu.Oprócz Eli ofc.Tak więc czy mam coś na koncie
mogłam się dowiedzieć w bankomacie cierpliwie,powiedzmy,czekając na
pieniądze z UG.Których wciąz nie mam,co to by było bez mamusi…
W ostatniej chwili dowiedziałam się o wspólnym wyjściu z resztą
Erasmusów,więc udało mi się spędzić z nimi jeden wieczór,z resztą
przyjemny,oczywiście przy Sangrii i jedzeniu.Dodatkową radością było dla
mnie spotykanie Estonek które już znałam, na uniwersytecie,który
musiałam odwiedzać dosyć często,żeby wiedzieć cokolwiek i żeby
skorzystać z internetu.Resztę dnia czekałam na Eli,której jestem
przeogromnie wdzięczna za planowanie mojego wolnego czasu.Dzięki niej
dużo zobaczyłam i nie umarłam z nudy i załamania.
A,warto wspomnieć o organizacji Iplus,która też zajmuje się planowaniem
czasu Erasmusów.Codzień,jak się później dowiedziałam,wszyscy spotykali
się na plaży,a wieczorem ruszali do różnych pabów.Się dowiedziawszy się
dołączyłam.Ah ile zabawy z wodą,piaskiem i piłka;)
W składzie i nieładzie i jednak na szybko to na razie na tyle.Oprócz spotkania ‚u Polaków’
właśnie zostałam zaproszona na wyjście z Eli,jej przyjacielem
Ramonem,którego miałam okazję już poznac i jego współlokatorką-Polką.Z
reszta,jak się okazuje,to na oko co piąta osoba tutaj ma polskie
korzenie.
¡Hasta luego!

ja jebie

2 komentarzy

jesteśmy bohaterkami niektórych z tych historii,które zaczynają się ‚dwie nierozważne dwudziestolatki…’,pero z hepiendem. Tymi, które z uśmiechem kończą wiele akcji ze słowami ‚ty,fuksem,znowu’ na ustach. Chwile sa zajebiste. O to mi chodzi,żeby je jak najprzyjemniej spędzić. Więcej nic. Żeby się działo.
Aga jest gópia i właśnie słucha Pezeta.
Bloga piszę jeszcze po to,żeby mieć jakieś wspomnienie po chwilach,które po dokładnym opisie pamięam ledwo albo wcale i tak. Tak mnie naszła…myśl,a wydawało mi się,że dzisiaj już będę na automacie jechać,a tu jednak.Ale koniec,już się nie przemęczam.Idę spać.
Jest mi dobrze.


  • RSS